• Archive by category "Ameryka Południowa"
Header

Blog Archives

Dzień 1, Piątek (06.03.2009) – Londyn

6 marca, dziś wylatujemy. Rozpoczynamy kolejną wyprawę życia! Jakie wspaniałe uczucie! Czeka nas tyle przygód, a najfajniejsze jest to, że nie mamy bladego pojęcia jakich!

Wszystko niemalże gotowe. Dzieci odstawione do dziadków, a my prawie spakowani. Oczywiście wszystko na ostatnią chwilę! Zapitalamy z Natalką (z Zielonek) z tobołami żeby dotrzeć pod bank, gdzie jest zamówiona taksówka na lotnisko. Tak ma być taniej, ale okazuje się, że wcale nie za zbytnio. Na lotnisku w Balicach są już wszyscy - zwarci i gotowi do podróży.

Lądujemy w Londynie (Stansted). Mamy cały dzień i noc na zwiedzanie.

Jeśli widzisz czerwony piętrowy autobus to znaczy, że jesteś w Londynie :)

Jeśli widzisz czerwony piętrowy autobus to znaczy, że jesteś w Londynie :)

(więcej…)

Dzień 2, Sobota (07.03.2009) – Lima

O świcie zbieramy się na lot do Madrytu. Cieszymy się na śniadanko w samolocie, a tu rozczarowanie, jak chcesz zjeść pyszne śniadanko to musisz je sobie kupić. Większość jednak włącza wyprawowy tryb oszczędnościowy i się nie daje.

Międzylądowanie w Madrycie. Poddajemy się i idziemy coś przekąsić. Ładujemy się do kolejnego samolotu. W końcu pyszne jedzonko. Lecimy, śpimy, jemy, lecimy, śpimy. Nareszcie, z podglądem na żywo, lądujemy w Limie. Jesteśmy w Ameryce Południowej!

Wychodzimy, patrzymy, stoi pani z napisem Furtak Joanna! Spotykamy też friendów Beaty i Rafała. No super, wszyscy nas tu znają. Czy to aby na pewno Peru?

Berta odebrała nas z lotniska i zawiozła do hotelu. Ale wypas :)

Berta odebrała nas z lotniska i zawiozła do hotelu. Ale wypas :)

(więcej…)

Dzień 3, Niedziela (08.03.2009) – Paracas

Wstajemy nieprzytomni o 4 rano. Pani z portierni zamawia nam taksówki. Na jakimś dworcu kupujemy bilety do Pisco. Autobus spoko.

Wysiadamy i od razu atakują nas chętni, którzy chcą nam zorganizować super wycieczkę. Dogadujemy się i jedziemy busem. Jeszcze nie zdążyliśmy z niego wysiąść a już atakują nas chętni, którzy chcą nam sprzedać super kapelusze i inne super badziewie, ale nie dajemy się na razie. Zanim wysiądziemy musimy jeszcze się wpisać na listę i podać szczegółowe dane, łącznie z wiekiem!

Dobra, czy możemy w końcu wysiąść? Mamy chwilę czasu, więc idziemy na śniadanko. Jemy pysznie i zachwycamy się świeżo wyciskanym sokiem, co jak się okazało w czasie naszej tułaczki, jest normą w Ameryce Południowej. Soki mają pierwsza klasa! Świeże, pyszne i robione z wszelakiej maści, nieznanych nam często, owoców.

Wsiadamy na łódkę, płyniemy sobie, pijemy servezę, pstrykamy fotki i jest cudnie. Po drodze mijamy jakiś kandelabr wyryty przez Indian na pustyni, który obowiązkowo uwieczniamy, ale najciekawsze dopiero przed nami.

Prawie jak w Nasca

Prawie jak w Nasca

(więcej…)

Dzień 4, Poniedziałek (09.03.2009) – Ślub

Nareszcie nie musimy się zrywać o świcie, ale i tak delikatne podniecenie i zamieszanie wokół ślubu oraz wycieczki do dżungli zaraz po nim, robią swoje. Wszyscy jesteśmy pięknie spaleni przez wczorajsze słońce! Wyglądamy przekomicznie, nie wyłączając państwa młodych, z czerwonymi nosami, ale konkurs na makijaż weselny zdecydowanie wygrywa Astronom, który ma na czole odbity piękny wzór od czapki, którą miał ubraną tył na przód!

Astronom, słońce i konsul.

Astronom, słońce i konsul.

Następuje wielkie czesanie panny młodej, wszyscy ubierają niemalże eleganckie stroje i jednocześnie pakują się na podróż poślubną, w której wszyscy będziemy uczestniczyć :)

(więcej…)

Dzień 5, Wtorek (10.03.2009) – Belen, Jungle

Wstajemy piąta rano. Co to dla nas! Ruszamy zobaczyć słynną pływającą dzielnicę slumsów – Belen. Wysiadamy z riksz i znajdujemy się w środku gigantycznego bazaru, na którym jest wszystko co można znaleźć w dżungli i nie tylko.

Bazar w Belen

Bazar w Belen

Nieznane nam owoce, papaje, kamukamu, lucuna, żywe mięso i prawie żywe, różniaste ryby, łapy cocodrillo i inne stworzenia.

(więcej…)

Dzień 6, Środa (11.03.2009) – Jungle II

Wstajemy. Dzięki Bogu żyjemy i mamy się dobrze. Niestety deszcz dalej leje. Cóż, pora deszczowa. Nasi Indianie są wyluzowani i tłumaczą, że ten deszcz nazywa się łzy kobiety i będzie długi, że niby baby tak lubią sobie pozawodzić. Każą nam też się wyluzować i robić resting. Robimy więc i czekamy na pyszne śniadanie, które znów nam zaserwuje nasz doskonały przewodnik Miguel. Nie zawiedliśmy się, rzeczywiście jajecznica była pyszna.

Pora się zwijać. Pada trochę mniej. Wyruszamy jeszcze dalej w głąb dżungli, gdzie jak mówi Miguel nie ma już wiosek i będziemy spać w hamakach między drzewami! No co, sami chcieliśmy deep jungle.

Opuszczamy naszą bezpieczną (ha, ha) przystań i płyniemy na spotkanie z czarną panterą :)

Opuszczamy naszą bezpieczną (ha, ha) przystań i płyniemy na spotkanie z czarną panterą :)

(więcej…)

Dzień 7, Czwartek (12.03.2009) – Jungle III

Wstajemy o 5.30. Co to dla nas. Ania strzepuje z moskitiery jakąś straszną, włochatą tarantulę, brrr.Płyniemy, podziwiamy jungle, birds oraz ogromne turkusowe motyle. Są piękne. Udajemy się na pirania fishing.

Nagle Miguel delikatnie podekscytowany mówi, że tam jest leniwiec i pokazuje gdzieś na drzewa. Co on tam widzi? A jednak, po chwili widzimy coś się rusza wysoko, wysoko na jakiejś palmie. Wtem nasz Indianiec na bosaka hop hop i jest już na czubku palmy. Jesteśmy pod wrażeniem. Migiel próbuje przekonać biednego leniwca żeby zszedł niżej i nam się pokazał.

Leniwiec popatrzył na nas z góry

Leniwiec popatrzył na nas z góry

(więcej…)

Dzień 8, Piątek (13.03.2009) – Cuzco

4.30. Taksówka. Lotnisko. Znów lecimy. Lądowanie. Jesteśmy w Cuzco, dawnej stolicy Inków.

Coś się dzieje. Wszystkim kleją się oczy (to jeszcze da się wytłumaczyć), kręci się w głowie, serce wali, zadyszka po paru krokach, do tego co poniektórym robi się niedobrze. No tego już za wiele, to nie może być tylko zmęczenie.

Oczywiście, zdajemy sobie doskonale sprawę o co chodzi. Jesteśmy na wysokości 3326m n.p.m. To nic innego jak choroba wysokościowa – soroche.

Idziemy, a właściwie słaniamy się, jak by nas kto walnął obuchem w łeb. Patrzymy stoi gość z kartką Furtak! Czy to jakieś omamy. No nie, chyba wszyscy w Peru już nas znają! Dobra jedziemy z nim do hotelu. Kto by miał siłę szukać czegoś. Hotel jest jednak bardzo sympatyczny.

Cuzco. Panie tu noszą gustowne kapelusze

Cuzco. Panie tu noszą gustowne kapelusze

(więcej…)

Dzień 9, Sobota (14.03.2009) – Okolice Cuzco

Wstajemy sobie spokojnie na dwudniową wycieczkę do „Maciu Piciu”, gdy nagle wpada Tomek i zdenerwowany woła, żeby do nich pójść, bo Asia się źle czuje.

Idziemy, patrzymy, a Asia leży cała sztywna, niczym nie może ruszyć, nawet mięśnie twarzy ma wykrzywione i wygląda naprawdę strasznie. Wszyscy jesteśmy przerażeni. Na szczęście Natalia jest przytomna i zarządza: wszyscy masują Asię, trzeba rozmasować skurczone mięśnie. My, dotychczas bezradni, jesteśmy szczęśliwi, że w końcu ktoś nam powiedział co robić. Zabieramy się do dzieła.

Wszyscy stoimy nad biedną Asią i masujemy ją co sił, ufając, że wszystko będzie dobrze. Ciągle mamy jeszcze w pamięci wczorajsze opowieści Natalii, jak to jej koleżanka, po napadzie soroche w Peru, do dziś jest rośliną i rusza tylko jednym okiem! A zaczęło się właśnie od sparaliżowania mięśni!

Po jakimś czasie nasze wysiłki chyba przynoszą efekty, bo mięsnie zaczynają się rozluźniać. Przyjeżdża też wezwany wcześniej lekarz i zabiera biedną Asię do szpitala!

Przychodzi nasz przyjaciel Ronaldo. Tłumaczymy mu, że dziś wycieczka nie wchodzi w grę, i że chcemy ja przełożyć na następny dzień, mając nadzieję, że Asia dojdzie szybko do siebie. On oczywiście wszystko rozumie, ale trzeba dopłacić 200 dolców. No cóż, zarówno on jak i my doskonale wiemy, że nie mamy wyjścia. Ronaldo jest jednak bardzo wspaniałomyślny, mówi, że weźmie nas dzisiaj na darmową wycieczkę po ruinach. Co prawda trzeba będzie sobie kupić bilet wstępu za 70 soli, ale jak będziemy chcieli obejrzeć ruiny tylko z zewnątrz, to nie musimy go kupować. Dobra jest jakieś mały promyczek w tym wszystkim dzisiaj. Jedziemy po południu na darmową wycieczkę, a jakby inaczej.

W Pisaq również królują kapelusze

W Pisaq również królują kapelusze

(więcej…)

Dzień 10, Niedziela (15.03.2009) – W drodze do Machu Picchu

Powtórka z rozrywki. Znów wstajemy na wycieczkę do Machu Picchu. Mamy nadzieję, że tym razem bez przygód. Zostawiamy bagaże i ładujemy się do busa.

Na początku trasa była bajkowa

Na początku trasa była bajkowa

Jedziemy przepiękną trasą. Dookoła góry, a w oddali wyłaniają się ośnieżone szczyty. Po jakimś czasie droga zaczyna się wić niemiłosiernie. W dodatku przepaście, rzeki spływające prosto na drogę, mosty sklecone z kilku desek, żadnych barierek! Strach się bać. Docieramy do najwyższej przełęczy 4316 m npm. (więcej…)

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: