• Archive by category "Ameryka Południowa"
  • (Page 2)
Header

Blog Archives

Dzień 11, Poniedziałek (16.03.2009) – Machu Picchu

Wstajemy skoro świt. Szybkie śniadanko i dawaj zapitalamy na pierwszy autobus. Koszt 7$, dobra trudno, zejdziemy sami i zaoszczędzimy w drodze powrotnej, teraz szkoda czasu. Wjeżdżamy na górę. Widoki po drodze piękne. Schodzą mgły i krajobraz wygląda magicznie.

Machu Picchu o wschodzie słońca

Machu Picchu o wschodzie słońca

Docieramy na miejsce i w końcu oczom naszym ukazuje się Machu Picchu. Wszyscy znaliśmy doskonale z pocztówek to miejsce i wydawało nam się, że nic nas nie zaskoczy, jednak myliliśmy się bardzo.

(więcej…)

Dzień 12, Wtorek (17.03.2009) –Titicaca

Wysiadamy w Puno. Jest ciemno, 4 rano. Otumanieni idziemy szukać jakiegoś baru. Jest. Zjadamy śniadanko w stylu americano. Pomału wschodzi słońce nad Titicaca. Widzimy to przez okna dworca, ale nikt, z małymi wyjątkami, nie ma siły go kontemplować.

Puno i marina na Titicaca

Puno i marina na Titicaca

W końcu jednak trzeba się ruszyć. Idziemy wynająć jakąś łódkę na pływające wyspy. Patrzymy na słynne jezioro i Puno, największe peruwiańskie miasto nad jego brzegiem. Wyobrażamy sobie niewiadomo co, a tu jedynie deptak, w niekończącej się budowie i slumsy. Okropne miasto. Samo Titicaca też nie zachwyca, bród i smród. Co oni robią z tym jeziorem!!!

  (więcej…)

Dzień 13, Środa (18.03.2009) – La Paz

Idziemy na śniadanie do najlepszej knajpy w wiosce :) . Niestety i tym razem czekamy w nieskończoność, wczorajsza zapowiedź nic jednak nie dała, musimy odczekać swoje.

Ładujemy się do naszej łódki. Znów kołysze, ale jakoś lżej to znosimy, znów zatrzymujemy się na jakieś ruinki, bardzo przyjemne miejsce.

Najbardziej popularnym kobiecym nakryciem głowy w Boliwii jest ... oczywiście kapelusz :)

Najbardziej popularnym kobiecym nakryciem głowy w Boliwii jest … oczywiście kapelusz :)

Kupujemy bilety do La Paz. Jeszcze na drogę jakieś dziwactwa na ulicy, figi w mące, kukurydza gigant, prażona fasola czy coś podobnego. (więcej…)

Dzień 14, Czwartek (19.03.2009) – Salar de Uyuni

Kończy się koszmarna podróż. 650 km po wertepach. Wysiadamy w Uyuni  wykończeni.

Widok głównego placu Uyuni o poranku nie zapowiadał wspaniałości, które nas będą czekać

Widok głównego placu Uyuni o poranku nie zapowiadał wspaniałości, które nas będą czekać

Od razu otaczają nas agenci biur, wszyscy chcą nas zawieść na Salary. Cudownie, ale moi drodzy, nie z nami ten numery :) . (więcej…)

Dzień 15, Piątek (20.03.2009) – Salary dzień II

Wyruszamy o 4.30. Boże, czy my się kiedykolwiek jeszcze normalnie wyśpimy! Oczywiście jesteśmy nieprzytomni. Jedziemy, krajobraz się zmienił zupełnie. Pustynia solna ustąpiła miejsca krajobrazowi księżycowemu.

Księżycowy krajobraz na wysokości 4500 m npm w Andach (w czerwonym polarze autorka bloga :))

Księżycowy krajobraz na wysokości 4500 m npm w Andach (w czerwonym polarze autorka bloga :) )

Nagle, patrzymy pierwszy jeep stoi w błocie. Dawaj wszyscy pchamy. Nic z tego, ugrzązł na dobre. Dobra amigos, potrzebne kamienie. Wszyscy się rozłażą i szukają kamieni, a o te wcale nie łatwo. Układamy kamienie, gałęzie pod koła. Pchamy. Nic z tego, ani drgnie. Dawaj, łopata od nowa. Pchamy. Nic, dalej stoi w miejscu. (więcej…)

Dzień 16, Sobota (21.03.2009) – Salary dzień III

5 rano ruszamy w trasę. Otumanieni, dopiero po pewnym czasie uświadamiamy sobie, że to co widzimy, to nie taki kolor ziemi, ale śnieg. Wczoraj upał, dzisiaj śnieg. Na zmianę palące słońce, wiatr, zimne powietrze. Wszyscy mamy spękane wargi do krwi i nic nie przynosi ulgi. Dajemy jednak radę. Jak tu myśleć o niedogodnościach podróży, gdy dookoła takie widoki. Wyłaniające się ośnieżone, zaróżowione od wschodzącego słońca szczyty, zapierają dech w piersiach.

Złapaliśmy gumę na wysokości Mont Blanc :)

Złapaliśmy gumę na wysokości Mont Blanc :)

Jesteśmy na wysokości 5000 mnp! Absolutny rekord. Nagle niespodzianka. Łapiemy gumę. (więcej…)

Dzień 17, Niedziela (22.03.2009) – Granica boliwijsko-argentyńska

Znów pobudka 5 rano. To już norma. Wsiadamy w autobus do Tupizy. Straszny gruchot. Zatrzymujemy się w jakimś boliwijskim miasteczku Urkupina na dłuższy postój. Straszna dziura, nie ma kibla, a w knajpie nie można zamówić kawy, bo, uwaga, nie ma gorącej wody! Wcinamy na rynku owoce kaktusa. Pani robi ciachu, ciachu i można jeść. Może nic nam nie będzie, smak ciekawy.

Stragan w Urkupina

Stragan w Urkupina

Ruszamy dalej już trochę bardziej przytomni. Obserwujemy krajobrazy. Rozmyte od padających deszczy równiny, na zmianę z górami porośniętymi kaktusami, wąwozy, kaniony, ostańce skalne i wśród tego wszystkiego ludzie. Żyją naprawdę biednie. (więcej…)

Dzień 18, Poniedziałek (23.03.2009) – Salta

Nasza ulubiona godzina 5 rano. Autobus staje. Wszyscy mamy nadzieję, że to jeszcze nie Salta i nie otwieramy oczu, ale niestety trzeba się zwlec. Dworzec wypasiony jak nie wiem co. Normalnie Europa.

CYWILIZACJA !!!

CYWILIZACJA !!!

Wiedzieliśmy oczywiście, że Argentyna jest bogatszym krajem, ale tego się nie spodziewaliśmy. (więcej…)

Dzień 19, Wtorek (24.03.2009) – Iguazu

Dalej w trasie. Budzimy się skoro świt? Nie tym razem. W końcu nie o 5-tej, lecz około 8-mej otwieramy oczy. Pijemy kawkę, wcinamy śniadanko. Za oknami niziny, uporządkowany krajobraz przypominający Europę, tylko trochę inne drzewa, czerwona ziemia, gdzieniegdzie palmy, cóż za odmiana po dwóch tygodniach.

Znowu w drodze

Znowu w drodze

Około czternastej docieramy do Puerto de Iguazu. (więcej…)

Dzień 20, Środa (25.03.2009) – Foz do Iguacu – Brazylia

Pobudka. Zbieramy się i jedziemy na drugą stronę wodospadu od strony brazylijskiej. Bez problemu przekraczamy granicę. Wcale nie sprawdzali naszych żółtych książeczek, bez których podobno nie wjechalibyśmy do Brazylii.

Przetransportowujemy się na dworzec, skąd zamierzamy się udać do Rio dziś na noc. Na dworcu klapa. Nie ma nocnych do Ryło. Kurcze, na pół dnia do Rio nie ma co jechać, trzeba by wyruszyć dziś, ale w związku z tym trzeba by odpuścić część atrakcji w Foz do Iguacu.

Foz do Iguacu. Jesteśmy w Brazylii

Foz do Iguacu. Jesteśmy w Brazylii

Co robić? Trudna decyzja. Dyskusjom nie ma końca. (więcej…)

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: