• Archive by category "Białoruś"
Header

Blog Archives

Dzień 1, czwartek (28.04.2005)

Wyjeżdżamy do Warszawy, gdzie spędzamy pierwszy wspólny wieczór. Wpada Jodas paznakomić się niemnożka z nowymi druzjami.
Astronom znajduje gdzieś ćwiartkę wodiczki. Wypijamy ją i niemal szczęśliwi kładziemy się spać.

A będzie się działo. Oj, będzie :)

A będzie się działo. Oj, będzie :)

Dzień 2, piątek (29.04.2005)

Wstajemy skoro świt, co jak się później okazało było normą. Jak hardcore to hardcore, a co! W polskim pociągu zaczęliśmy już pić. Tuż po siódmej rano poszła pierwsza flaszka! Wcześniej chłopy poszły do Warsa coś zjeść i… walnąć piwko. Wychodzi pan barman niemnożka nieprzytomny. Astronom pyta, czytając z menu: Jajecznica jest? Barman: Nie ma! Astronom: Bigos jest? Barman z satysfakcją: Ze Szczecina jadę, panie kochany. I dodaje: Pan mnie się spyta: co jest? No i okazało się że jest tylko kiełbasa, którą zjedliśmy.

Dojeżdżamy do Terespola. Zabieramy ze sobą zdobyczną karimatę, którą później gubimy bo chcemy. Znajomy dworzec i pierwsze zdjęcia. Biegamy z aparatami jak wariaty. Skutek był taki, że Anię Nowak spisali, a mnie chcieli spisać za to, że robimy zdjęcia w miejscu strategicznym. Nie powiem, żebyśmy się tym przejęły choć grozili, że zabiorą aparaty.

Siedzimy w elektriczce do Brześcia. Jodas po raz pierwszy jedzie na wschód. Jest wyraźnie zaniepokojony, nie może usiedzieć na miejscu, ciągle gdzieś go nosi, co jak się później okazało też było normą :)

Oczywiście nie zdążyliśmy na pierwszy pojezd, bo nas długo sprawdzali i kazali od nowa wypełniać deklaracje. Okazało się, że wszyscy zrobiliśmy coś nie tak. W końcu nas puszczają. Rozbijamy obóz w naszym starym dobrym miejscu, gdzie czuć jeszcze stłuczoną przez Waissmana flaszku (Syberia 2004). Jemy pierwsze ciburieki i pijemy… Baltikę 3. Rewelacja!

Kobiety, Baltika i śpiew...

Kobiety, Baltika i śpiew…

(więcej…)

Dzień 3, sobota (30.04.2005)

Znowu wstajemy skoro świt. Oczywiście nie ma czasu na śniadanie. Znów przez pola zapitalamy szukać drogi, po której jeździ raz dziennie autobus. Ledwo wchodzimy na drogę, jedzie! Machamy, uf, zatrzymał się. Kolejny raz mamy więcej szczęścia niż rozumu.

Wysiadamy w Mirze. Jesteśmy tak wcześnie, że wsio jeścio zakryte (dla nas dodatkowo jest jeszcze godzina wcześniej ze względu na różnicę czasu, ale z nas twardziele!) Obchodzimy cały rynek i decydujemy się iść pod zamek.

Spotkaliśmy fajnego psa...

Spotkaliśmy fajnego psa…

Karmimy jakiegoś psa cukierkami, który później broni nas przed krzyczącą babuszką. (więcej…)

Dzień 4, niedziela (01.05.2005)

Znów musimy wstać skoro świt, żeby zdążyć do Mińska na manifestację pierwszomajową. Łapiemy busa, ale w busie tolka 4 miesta. Reszta zostaje, ale zaraz zatrzymuje się jakiś samochód, który nas zabiera. Spotykamy się przed dworcem. Zjadamy śniadanie: bułki z rybą!?

Mińsk. Na stacji metra.

Mińsk. Na stacji metra.

Kupujemy bilety do Nowogródka, zostawiamy bagaże w kamerze chranienia i idziemy szukać pochodu – jednej z głównych atrakcji wyjazdu! Zaczepiani przez nas ludzie pytani o manifestację dziwnie się nam przyglądają, a my im. Jakoś nie możemy się nawzajem zrozumieć. (więcej…)

Dzień 5, poniedziałek (02.05.2005)

Ranek (tym razem nie świt!). Jodas siedzi z Michaiłem na ławce przed chałupą i leczą kaca ciągnąc piwo z jednej butelki! (Wcześniej byli już na spacerku w sklepie!?).

Pożegnanie z gierojem

Pożegnanie z gierojem

Po jajecznicy, zrobionej przez chłopów idziemy zwiedzać Nowogródek. Trafiamy pod cerkiew, gdzie trwają przygotowania do uroczystości drugiego dnia świąt. Tak nas poinformowały rozmowne babcie, które jak się okazało wszystkie mają polskie korzenie i rodzinę w Polszy. (więcej…)

Dzień 6, wtorek (03.05.2005)

Rano, po zliczeniu strat (podpalone buty, spalone skarpetki, rozwalony nos, mokre ciuchy, przypalone tyłki i nadszarpnięte zdrowie) stwierdziliśmy z przerażeniem, że całą noc spaliśmy przy otwartych na oścież drzwiach!!! W głębokim lesie, gdzieś na Białorusi!!! O zgrozo!!! Za to mieliśmy szczelnie zamknięte okna, dla bezpieczeństwa ma się rozumieć :)

Zbieramy się do powrotu. Pora opuścić gościnną Białoruś. Oczywiście uciekł nam autobus, ale udało nam się jakoś dostać do Baranowicz, oczywiście stopem.

Spóźnieni na ostatni autobus liżemy rany po ostatniej nocy :)

Spóźnieni na ostatni autobus liżemy rany po ostatniej nocy :)

W Baranowiczach żegnamy się z Natalką i odjeżdżamy do Brześcia. Smutno nam, że już koniec. (więcej…)

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: