• Archive by category "Chiny"
  • (Page 3)
Header

Blog Archives

Dzień 21, piątek (18.05.2007) Pekin, Świątynia Nieba

Rano ze smutkiem żegnamy Dorotkę. Czujemy, że pomału kończy się nasza wyprawa:) Taksówkarz kiwa głową, że wie gdzie ma jechać, ale na wszelki wypadek Dorotka bierze jednak od Jodasa swojego Mandaryna. Jak się okazało nawet to jej nie pomogło. Oto co przeżyła Dorotka podczas gdy my spokojnie pojechaliśmy sobie zwiedzać Pekin. Co prawda dostawaliśmy lekko niepokojące smsy, ale nie braliśmy tego dosłownie. Z relacji Dorotki:

(…) mój ostatni dzień podróży po Chinach mógłby chyba wygrać w konkursie na najbardziej oniryczne myślenie Chińczyków. Akcja, którą przeszłam w drodze na lotnisko nie znajduje jeszcze w mojej głowie odpowiedniego komentarza. Cieszę się jedynie że w ogóle dotarłam do domu.

Siła spokoju w biznesie

Siła spokoju w biznesie

(więcej…)

Dzień 22, sobota (19.05.2007) Powrót do domu!

Nasz ostatni dzień. Jak szybko zleciało. Szkoda opuszczać Chiny, ale z drugiej strony jak to miło będzie móc się normalnie porozumieć i w końcu zjeść normalne śniadanie!

Żegnamy się i wsiadamy w taksówki. Bez przygód docieramy na lotnisko z dużym zapasem. Żegnamy kolejnego członka wyprawy, Nataszkę, która ma samolot kilka godzin później.

W drodze do Paryża mamy po prostu wspaniałą widoczność! Podziwiamy z samolotu pięknie widoczny Bajkał, widać nawet Irkuck i Angarę wypływającą z jeziora. Nie sądziliśmy, że dane nam będzie kolejny raz podziwiać Bajkał. Jesteśmy zachwyceni.

Gdzieś nad Uralem zaczęło nieźle trząść. Jesteśmy delikatnie zaniepokojeni , a Bartek zalewa turbulencje 4 piwami, 2 wódkami i 5 whisky!

W Paryżu szybka przesiadka i za chwilę lądujemy w Warszawie. Ludzie, normalne jedzenie, normalna kawa i wszyscy dookoła wiedzą o co nam chodzi!!!

Jeszcze tylko pociąg do Krakowa i późną nocą jesteśmy w domu!

I to już jest naprawdę koniec!

I nasze dworce jakieś takie inne :)

I nasze dworce jakieś takie inne :)

 

Statystyka wyjazdu

Przez te trzy tygodnie wydarzyło się naprawdę dużo. Świadczy o tym poniższa statystyka:

 

Liczba kilometrów samolotem: ok. 18.000 km

Liczba kilometrów pociągiem: ok. 8.000 km

Liczba kilometrów innymi środkami lokomocji: ok. 2.000 km

Na tę ostatnią liczbę składają się przejazdy: autobusami, metrem, taksówkami, wynajętymi samochodami, statkiem, łodzią, tramwajem wodnym, motorikszami.

Liczba kilometrów zrobionych piechotą: ok. 500 km

 

Wypity alkohol:

Pidżju (piwo): ok. 200 butelek

Chińska wódka: najwyżej 5 flaszek z desperacji i z obrzydzeniem

Wódka europejska: ok. 40 butelek (wliczając whisky)

Wina: ok. 10 butelek (wliczając chińską whisky)

Bimber himalajski: 3 litry

 

Byliśmy:

Najdalej na północ: Badaling (Mur Chiński)

Najdalej na południe: Yongshuo (połów z kormoranami)

Najdalej na wschód: Szanghaj

Najdalej na zachód:  Wąwóz Skaczącego Tygrysa (pogranicze Yunnanu i Tybetu)

Najwyżej wjechaliśmy: 3.600 m przełęcz na drodze Lijiang-Penzhihua

Najwyżej weszliśmy: 2.700 m w Himalajach

Najdroższy nocleg: hostel Flowers w Guilin – 32 zł/osobę

Najtańszy nocleg: kwatera prywatna w Lijiang – 7 zł/osobę

Największa wtopa wyjazdu: ogrody Suzhou, nocleg u chłopa z ludu Dong,  śniadanie w Xi’an

Największy szok wyjazdu: dzieci z gołymi tyłkami, kible „bez barier”

Najlepsze jedzenie: kaczka po pekińsku

Najbardziej nas wkurzało u Chińczyków: ni hu, hu w żadnym języku

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: