• Archive by category "Syberia"
Header

Blog Archives

Dzień pierwszy 27.07.2004

Na dworcu w Brześciu (Białoruś)

Na dworcu w Brześciu (Białoruś)

Krakowski dworzec. Właśnie minęła północ. Jeszcze tylko zdjęcie przedwyjazdowe upamiętniające nas świeżutkich i wypoczętych i możemy rozpocząć wyprawę na Syberię.

A oto nasza ekipa: Ania i Laura (czyli aktualne mamafoto.pl, wówczas jeszcze wyłącznie foto :) ), Asia, Dorotka, Ania „Bydlę”, Astronom, Weissman i Piotrek.

W polskim pociągu świętujemy po raz kolejny imieniny Ań. Wypijamy pierwszego „lytra” – porzeczkowa.

(więcej…)

Dzień drugi 28.07.2004

Przyjeżdżamy do Petersburga. Wychodzą po nas Ela i Natasza, nasze dwie rosyjskie przyjaciółki. Twierdzą, że nawet nie wyglądamy na zmęczonych. Dobra nasza.

Jeszcze ciągle świeży i czyściutcy - foci Weissman

Jeszcze ciągle świeży i czyściutcy – foci Weissman

W mieszkaniu u Nataszy odpoczywamy, coś zjadamy, kąpiemy się oczywiście i wyruszamy na podbój miasta. Zwiedzamy cudny Petersburg, Spas-Na-Krowi, kramiki pod cerkwią,
(więcej…)

Dzień trzeci 29.07.2004

Młoda artystka przed Pałacem Zimowym

Młoda artystka przed Pałacem Zimowym

Drugi dzień pobytu w Petersburgu przeznaczamy na Ermitaż. Nieco wcześniej zwiedzamy inne atrakcje miasta. Oglądamy Cerkiew Isaaka, Miednyj Wsadnik, zjadamy niedobre hamburgery w parku i wypijamy pyszne piwko, oczywiście Baltika 3 (nasz nowy faworyt wśród rosyjskich piw).

Strasznie kombinujemy przy zakupach biletów do Ermitażu, aby nie płacić ogromnych sum dla innostrańców. Załatwiają to oczywiście nasze padrugi.
(więcej…)

Dzień czwarty 30.07.2004

Wyruszamy do Peterhofu, letniej rezydencji carskiej. Gdy wychodzimy z autobusu straszliwie leje, więc musimy trochę przeczekać. Po ustaniu deszczu udajemy się w stronę kas, gdzie znów kombinujemy jak koń pod górę jakby tu zapłacić jak najmniej. Z pomocą przychodzą same kasjerki, które proponują, żebyśmy zapłacili połowę ceny a w zamian pani przy bramie nie przedrze biletów, które im później oddamy. Wot Rasija. W Peterhofie znów zapstrykujemy się na śmierć.

Złote fontanny Peterhofu

Złote fontanny Peterhofu

Oglądamy złote fontanny, spacerujemy nad morzem, gdzie widzieliśmy lisa i wydry, bawimy się jak dzieci w pułapkach wodnych. Później oczywiście znów zaczyna lać i to porządnie. Przestaje, gdy tylko przekraczamy bramę wyjściową Peterhofu :) . Zwiedzamy jeszcze śliczną cerkiew przy Peterhofie, zjadamy serki w czekoladzie i wracamy. Weissman, który zjadł plombę idzie do dentysty.
(więcej…)

Dzień piąty 31.07.2004

Pakujemy się od rana, bo dziś wyruszamy na głęboką Syberię. O 16.40 mamy samolot do Irkucka.

Nie wszyscy z nas przyznali się w domu, że lecimy na Syberię. Część przyznała się tylko do Petersburga :)

Nie wszyscy z nas przyznali się w domu, że lecimy na Syberię. Część przyznała się tylko do Petersburga :)

Na lotnisku ostatnie pożegnania, ważenie bagaży i siebie. Okazuje się, że mój plecak jest najlżejszy, Piotrka najcięższy, ale nie przekraczamy limitu. Przechodzimy przez ostatnie bramki. Strażnicy zabierają Piotrkowi nóż. Na szczęście są jeszcze Ela z Nataszką, więc zabierają nóż Piotrka ze sobą. Dobrze, że Astronom powiedział przy prześwietlaniu bagażu, że jego scyzoryk to latarka (tylko cicho, cicho) bo zostalibyśmy bez noża.

(więcej…)

Dzień szósty 01.08.2004

Lądujemy w Irkucku o świcie – 5.20. Nic jeszcze nie jeździ, więc zadowoleni i szczęśliwi, że wylądowaliśmy i znalazły się wszystkie plecaki (Ani plecak wyleciał z dziury ostatni) zjadamy śniadanko zakupione w barze na lotnisku. Są to oczywiście pirożki. Jesteśmy trochę śnięci, bo dla nas jest środek nocy, ale świadomość, że to Irkuck - daleka Syberia powoduje, że szybko odechciewa nam się spać. Większość z nas nie ma zasięgu na komórce. Odbiera, o dziwo, tylko Idea.

O 7.00 zaczynają jeździć marszrutki więc jedziemy na żelieznodarożnyj wagzał.

Autorka bloga przed irkuckim wagzałem

Autorka bloga przed irkuckim wagzałem

Tam naiwni próbujemy kupić bilety do Ułan-Ude. Biletów oczywiście nie ma. Tzn. są, ale dopiero na dzień następny. Pani w kasie jeszcze robi nam nadzieję więc czekamy do 10-tej może jakieś bilety jeszcze się pojawią. W tym czasie zwiedzamy  pobliską cerkiew gdzie z okazji niedzieli jest nabożeństwo (3h). Starocerkiewny język jest jednak kompletnie niezrozumiały.

(więcej…)

Dzień siódmy 02.08.2004

Z przerażeniem budzimy się dopiero o 11.00. No tak, ale dla nas to przecież głęboka noc! Nie tracąc czasu szybko się zbieramy, zjadamy śniadanko, pakujemy, zostawiamy na przechowanie bagaże i wyruszamy atakować marszrutki, żeby nas zawiozły do Arszanu, miejscowości położonej w Dolinie Tunkińskiej, która jest otoczona najwyższymi nad Bajkałem górami Sajanami.

Drzewa w rejonie Przybajkala wystrojone przez wyznawców szamanizmu

Drzewa w rejonie Przybajkala wystrojone przez wyznawców szamanizmu

Okazuje się, że nie jest to takie proste. Tzn. jest, jeśli kasa nie gra roli, ale my przecież musimy kombinować. Targujemy się ile wlezie. Poszukiwania trwają ok. godzinę, w końcu jednak się udaje wynająć marszrutkę za 1400 rubli. Po drodze, sympatyczny jak się później okazało kierowca (choć Dorotka i Astronom twierdzili, że on jest jakiś dziwny i chyba pijany) zabiera jeszcze swoją żonę i córkę na wycieczkę.

(więcej…)

Dzień ósmy 03.08.2004

Dojeżdżamy do Ułan-Ude wcześnie rano. Zjadamy na dworcu chińskie zupki z przelotnie zdobytego przy wysiadaniu wrzątku. Wszyscy są zadowoleni i podekscytowani. Jesteśmy przecież w stolicy Republiki Buriacji. Najdalej na wschód podczas całej naszej podróży. W totalnej „d**ie”, choć może nie do końca, działają w końcu telefony, wysyłamy czym prędzej smsy do wszystkich z wiadomością, ze żyjemy („Pozdrowienia z Ułan-Ude przesyłają Misie chude!”). Sieć jest fajna, nazywa się FAR EAST!

Nokia Top Model '2004

Nokia Top Model ’2004

Wyruszamy podekscytowani na podbój Ułan-Ude.

(więcej…)

Dzień dziewiąty 04.08.2004

Dziś zwiedzamy skansen etnograficzny, który poleciła nam pani poznana na wczorajszej wycieczce. Oglądamy domy staroruskie, jurty buriackie, zwierzęta tajgi i domy Ewenków.

Astronom z Ewenkiem ?

Astronom z Ewenkiem ?

Widzieliśmy nawet żywego burunduka (endemiczne prześliczne zwierzątko w czarno-żółte paski). W jurcie zjadamy pyszne pozy.

(więcej…)

Dzień dziesiąty 05.08.2004

Znów Irkuck. Przejechaliśmy całe miasto aby dotrzeć do przystani „Rakieta”. Szukamy wodolotów do Listwianki, najbardziej znanego kurortu nad Bajkałem. Biletów oczywiście nie ma. Tzn. są, ale tylko 4!. Idziemy więc szukać marszrutki. Wracamy znów przez całe miasto (Irkuck znamy coraz dokładniej) a następnie z tym samym panem dojeżdżamy do Listwianki. Wreszcie można odetchnąć. Wspaniały ryneczek z pamiątkami i cała masa wędzonych omuli.

W oparach omuli...

W oparach omuli…

Rozkładamy się na plaży. Widok na Bajkał prześliczny. Zjadamy omule. Po raz pierwszy widzimy „foczki„. Nocleg znajdujemy u dziadka z podbitym okiem. Jest wporzo.

(więcej…)

Follow

Get every new post on this blog delivered to your Inbox.

Join other followers: