Header

Dzień 1, Niedziela 10.01.2010 – Warszawa

Pomału rozpoczyna się nasza wyprawa. Dzieci odtransportowane do babć. Można ruszać.

Punkt spotkania – lotnisko w Warszawie. Docieramy tam z różnych stron Polski. My (ja i Astronom) już o 1 w nocy wsiadamy w taksówkę w Głogowie, która zawozi nas na dworzec do Zielonej Góry, skąd mamy pociąg do Warszawy.

Taksówką ruszamy z dużym zapasem czasu, bo straszny atak zimy, wszystko zasypane. Docieramy jednak bez większych trudności. Na dworcu spędzamy mało sympatyczne dwie godziny ze snującymi się narkomanami i pijaczkami.

W końcu pociąg. Jedziemy bez większych opóźnień. Dostajemy tylko niepokojące sygnały od grubasów (Ania, Asia, Bartek i Tomek), że stoją razem z pociągiem gdzieś na trasie Kraków-Warszawa.

Sorry, taki mamy klimat !

Sorry, taki mamy klimat !

Zima zaatakowała znowu. Kolej nie daje rady. Najgorsze, że nie ma żadnej informacji. Co robić. Grubasy czekają, w końcu jest jeszcze sporo czasu.

My: Docieramy do Warszawy. Autobus. Lotnisko. Jesteśmy. Czekamy na grubasów, bilety i wszystkie paszporty.

Grubasy: Delikatny niepokój. Czas płynie. Nadal stoją. Czekają na jakąś informację, czy pociąg ruszy.

My: Idziemy do biura Finnairu. Złe wieści. Tanich biletów nie można ani oddać, ani przebookować. Grubasy muszą jakoś zdążyć! W przeciwnym wypadku przepadają nam wszystkie bilety! Nawet powrotne, jeśli nie rozpoczniemy podróży.

Grubasy: Stres narasta. Czasu coraz mniej. Nawet jeśli ruszą w najbliższym czasie będzie trudno zdążyć. Telefony do Rafała. Rafał nie zastanawia się długo. Podejmuje heroiczny czyn i wsiada w samochód w Krakowie! Jedzie po grubasów! Grubasy wysiadają z pociągu gdzieś w szczerym polu i zapitalają po torach i śniegu na spotkanie z Rafałem!

Jesteście pewni, że idziemy w dobrą stronę?

Jesteście pewni, że idziemy w dobrą stronę?

My: Dyskusje w biurze. Dyskusje przy check in’ie.  Kombinacje. Prośby. Ale nie możemy powiedzieć, żeby rozumieli naszą sytuację. Delikatnie mówiąc, obsługa check in’u ma to gdzieś. Z wielką łachą być może poczekają ok. 10 minut z zamknięciem gejta.

Grubasy: Wsiadają do samochodu. Jadą. Ale czasu bardzo mało. GPS podaje czas przyjazdu 12.49, a samolot odlatuje 13.05, ale gate zamykają o 12.35! Trzeba będzie przyspieszyć, tylko jak, gdy drogi zasypane, śnieg wali, ślisko! Będą decydować minuty!!!

My: Idziemy na mszę w intencji bezpiecznego wylotu do Indii. Co jest, czy rzeczywiście prześladuje nas jakiś pech, że nie możemy odwiedzić tych Indii!

Grubasy: Jadą jak wariaci. Są już w Warszawie.

Wariacka droga na lotnisko!

Wariacka droga na lotnisko!

My: Warujemy przy check in’ie, zdając na bieżąco relacje naszym ‘przyjaciołom’ z Finnairu, gdzie są grubasy. Jakaś laska płacze też spóźniona. Bagaż nie dojechał, ale ona przynajmniej ma paszport i bilet, odprawia się więc bez bagażu.

Grubasy: Widzimy już lotnisko!

My: Niemal błagamy obsługę: nie kończcie odprawy! Gość na to na luzie ‘za późno’. Nawet nie poinformował łaskawie, że zamyka choć widział, że stoimy! Astronom leci więc szybko na górę do biura, może coś wskóra.

Grubasy w tym samym momencie wpadają do środka. Jest 12.42. Przyjazna obsługa Finnairu widzi całą sytuację, ale nie wzruszają ich nasze prośby i błagania. Nawet nie dali nam tych obiecanych 10 minut. Zabrakło nam 7 min do zamknięcia gejta!!!

Nie możemy wprost w to uwierzyć. Długo jeszcze stoimy pod check in’em, choć nikogo już dawno nie ma. My, którzy zawsze mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Nie, to po prostu niemożliwe! Wyglądamy jak zbite psy, a Rafał wyrzuca sobie, że sikał po drodzeJ

Idziemy na piwo. Cóż nam pozostaje. Zastanawiamy się co robić. Dobra gdzieś polecimy. Może Izrael, a może rejs po Nilu. Propozycji dużo, ale po Indiach jakoś nic nas nie zadowala.

Po długich naradach Futrzaki i Otczyki wracają z Rafałem do Krakowa. My niestety nie mamy innego wyjścia, pociągi nie kursują, zostajemy więc w Warszawie. Będziemy się zdzwaniać co do decyzji wyjazdu.

Zwalamy się na głowę Hani i Jarkowi. Siedzimy na Internecie i szukamy czegoś. Rezerwujemy ponownie Deli na pojutrze, stwierdzając, że nic innego nas nie zadowoli. Bilety oczywiście dużo droższe niż poprzednie, ale to i tak taniej lecieć teraz, gdy jesteśmy spakowani, gotowi, mamy wzięte urlopy i ważne wizy. Oczywiście nie ustaje kontakt telefoniczny.

Otczyki: Bartek chory, chyba odpuścimy.

Futrzaki: To na pewno fatum. Indie nas nie chcą. Nie ma się co tam pchać na siłę.

My: Na podjęcie ostatecznej decyzji dajemy sobie czas do 7 rano, a tymczasem na poprawienie humoru idziemy z Hanią i Jarkiem na sushi.

This entry was posted in Indie i Nepal


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044