Header

Dzień 1, Piątek (06.03.2009) – Londyn

6 marca, dziś wylatujemy. Rozpoczynamy kolejną wyprawę życia! Jakie wspaniałe uczucie! Czeka nas tyle przygód, a najfajniejsze jest to, że nie mamy bladego pojęcia jakich!

Wszystko niemalże gotowe. Dzieci odstawione do dziadków, a my prawie spakowani. Oczywiście wszystko na ostatnią chwilę! Zapitalamy z Natalką (z Zielonek) z tobołami żeby dotrzeć pod bank, gdzie jest zamówiona taksówka na lotnisko. Tak ma być taniej, ale okazuje się, że wcale nie za zbytnio. Na lotnisku w Balicach są już wszyscy - zwarci i gotowi do podróży.

Lądujemy w Londynie (Stansted). Mamy cały dzień i noc na zwiedzanie.

Jeśli widzisz czerwony piętrowy autobus to znaczy, że jesteś w Londynie :)

Jeśli widzisz czerwony piętrowy autobus to znaczy, że jesteś w Londynie :)

No dobrze, ale trzeba się jakoś wydostać z lotniska i przetransportować na Heathrow, po drodze zwiedzając oczywiście miasto, no i najlepiej nie wydać na to złamanego grosza, a właściwie funta. Kombinujemy jak się da. Nie dajemy wiary zapewnieniom znudzonej Murzynki w informacji, że najlepiej nam jest kupić bilety, bagatela po 26£, co to, to nie! Błądzimy jak we mgle, ciągle wracając w to samo miejsce, gdzie siedzi Murzynka.

W końcu decyzja. Idziemy do kasy, to nie może być prawda, na pewno znajdziemy coś tańszego. W kasie cud. Udaje nam się kupić bilet grupowy, na cały transport za 7£ na osobę. Okazało się w kasie siedzi Polka, a Polak przecież potrafi. Bardzo zadowoleni z siebie, że nie daliśmy się orżnąć Angolom, ruszamy na miasto. Po drodze na Victorii zostawiamy część bagaży i jemy niemalże pysznie w Burger Kingu. Tylko trochę nam przeszkadza wszechobecny syf i dziwi niesamowita mieszanka kulturowa. Trzeba się przyzwyczajać. Nie możemy jednak zrozumieć dlaczego te dziewczyny chodzą porozbierane jak w największe upały, podczas gdy na dworze jakieś 5 stopni!

Nataszka, Laura, Rafał, Beatka i Asia pod Big Benem. Poza tym w ekipie są jeszcze Astronom, Tomek, Ania i Bartek.

Nataszka, Laura, Rafał, Beatka i Asia pod Big Benem. Poza tym w ekipie są jeszcze Astronom, Tomek, Ania i Bartek.

Wszystko fajnie, ale Ania jest jakaś nie wyraźna. Spokojnie, to na pewno jeszcze nie malaria. Bidna Ania jakoś się zbiera i za chwilę wszyscy podziwiamy Big Bena.

Ruszamy wzdłuż Tamizy na nocny spacer. Po drodze odwiedzamy dziwny kibelek, który wygląda jak rakieta i niemalże odlatuje po dokonanym fakcie.

Kibelka nie fociliśmy, ale za to każdy chciał mieć zdjęcia w angielskiej budce telefonicznej :)

Kibelka nie fociliśmy, ale za to każdy chciał mieć zdjęcia w angielskiej budce telefonicznej :)

Spacer bardzo przyjemny, ale trzeba by spróbować piwka. W knajpce pijemy przewspaniałe piwo. Cena mniej wspaniała, ale cóż począć.

Docieramy w końcu pod Tower Bridge. Wszystko jest fajnie oświetlone i wygląda super.

Nocny widoczek nad Tamizą

Nocny widoczek nad Tamizą

Postanawiamy jednak udać się już na lotnisko. Trochę mamy już dość zwiedzania, jest nam zimno, głodno, Ania niedomaga i do domu daleko.

Noc spędzamy na lotnisku na posadzce, śpiąc na tobołach. Jest ciężko, ale co tam, my nie damy rady?!

This entry was posted in Ameryka Południowa


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044