• Chiny »
  • Dzień 1, sobota (28.04.2007) Paryż
Header

Dzień 1, sobota (28.04.2007) Paryż

Przeddzień, piątek (27.04.2007)

No i nadeszła wreszcie ta długo oczekiwana chwila. Pora się pożegnać i udać na dworzec. Niektórym jest trochę trudno, ale cóż sami chcieliśmy. Wsiadamy do ostatniego ekspresu do Warszawy i rozpoczyna się nasza wyprawa. W ostatniej chwili wpada też Jodas. Uroczyście rozpoczynamy naszą włóczęgę butelką miodu z okazji moich lekko przedawnionych urodzin :)  Podróż nam mija w spokoju, jedynie przystanek we Włoszczowej wzbudza ogólne poruszenie wśród pasażerów:)

W Warszawie, w służbowym mieszkanku Jodasa, niektórzy obalają jeszcze wódeczkę. To nic, że już dawno po północy i na czwartą rano są zmówione taksówki, inauguracja musi się odbyć jak należy.

 

Dzień 1, Paryż

Wstajemy skoro świt, a właściwie w nocy. Ścielimy łóżka prawie tak jak było zanim przyszliśmy, tak dla niepoznaki żeby nie było że „ktoś spał w moim łóżeczku” (niezupełnie się to udało bo zapomnieliśmy o prześcieradle, które zostało zwinięte w kącie).

Pod Druciokiem jeszcze w niepełnym składzie...

Pod Druciokiem jeszcze w niepełnym składzie…

Taksówki już na nas czekają. Jedziemy na lotnisko. Wsiadamy do samolotu. Co prawda ktoś zajął nam nasze miejsca coś bredząc, że oni są w grupie, zupełnie bez sensu, no cóż, jest dość wcześnie. Przeganiamy ich oczywiście i po około dwóch godzinach lądujemy w Paryżu, który zamierzamy ambitnie i na maksa zwiedzić.

W Paryżu Krysia Kożuch już na nas dzielnie czeka pod druciokiem czyli Wieżą Eiffla. Wszystko byłoby świetnie gdyby nie to, że z doskonałego lotniska w Paryżu, po prostu nie można się wydostać!!! Nie dość, że jednorazowy bilet komunikacji miejskiej kosztuje 8 euro!!! to w dodatku nie można go kupić, bo do pojedynczych automatów na bilety ciągną się kilometrowe kolejki. Jesteśmy trochę podłamani. Ucieka nam bezcenny czas, który ambitnie przeznaczyliśmy na zwiedzanie cudownego Paryża! Rozstawiamy się po kolejkach i stoimy. W końcu udaje nam się cudem dostać bilety (automaty przyjmują tylko drobne, a wszystkie lotniskowe sklepy już dawno wszystkie rozdały, koszmar).

Ok, szybko staramy się zapomnieć o niemiłych przygodach i pozytywnie nastawieni jedziemy zwiedzać wspaniały Paryż. Mamy nadzieję, że Krysia nie zrezygnowała i nadal na nas czeka pod druciokiem.

Wysiadamy z metra i zapitalamy szybko w stronę drucioka, którego już, już widać. Jest potwornie gorąco, ale to nic, my dzielnie idziemy zwiedzać Paryż! W końcu dochodzimy. Odnajdujemy w przeraźliwym tłumie Krysię. Widząc ilość chętnych do wjechania na drucioka, rezygnujemy z tej przyjemności, którą mieliśmy w ambitnych planach zwiedzania wspaniałego Paryża! Trudno, mamy jeszcze mnóstwo innych atrakcji do zaliczenia, a wieża przecież też zaliczona, wszyscy zrobili zdjęcia więc możemy iść dalej zwiedzać.

Krysia prowadzi nas w stronę Luwru. Idziemy dzielnie bo to wszystko (tzn. te największe atrakcje) jest dosyć blisko. Nasza dzielność troszeczkę słabnie. No dobra, najwyżej nie zobaczymy Dzielnicy Łacińskiej, Sacre-Coeur, Pól Elizejskich i Moulin Rouge i paru innych atrakcji, które mieliśmy w ambitnym planie zwiedzania cudnego Paryża! Zatrzymujemy się na obiad po francusku. Też cudnie! Wszyscy zadowoleni zjedli obiadek zapijając francuskim winem lub piwkiem i odpoczęli od upału.

Luwr

Luwr

Twardo idziemy dalej zwiedzać cudowny Paryż. Jednak nasza determinacja jest, nie wiedzieć czemu, coraz mniejsza. No dobra chodźmy zobaczyć ten Luwr. Po drodze w oddali majaczy Łuk Triumfalny – zaliczony! Dzielimy się bo Jodas był umówiony ze znajomą pod Luwrem więc pobiegł wcześniej. Oczywiście już się nie odnajdujemy w umówionym miejscu pod piramidką. Ok., jakby co spotkamy się w samolocie. Upał przeraźliwy. Nasze ambitne plany zwiedzania cudnego Paryża zupełnie się okroiły. Hej, zaliczmy jeszcze chociaż Notre Dame.

Jest i ona...

Jest i ona…

Doczołgujemy się pod katedrę, ale jest tyle ludzi, że są kolejki żeby choć zaglądnąć do środka. Ok., ostatnia atrakcja zaliczona. Żegnamy się z dzielną Krysią i szybko na lotnisko.

Na lotnisku czeka na nas… Dorotka! Super! Brakuje jeszcze tylko Natalki, która jest już w Pekinie. Zaczynamy się delikatnie niecierpliwić bo czas ucieka, a Jodasa jak nie było tak nie ma! Coś jest też nie tak z gejtem. Dlaczego nikt oprócz nas nie czeka na ten ogromny przecież samolot! No tak nikt nas nie raczył poinformować o zmianie gejta. No cóż, cudny Paryż. Wpadamy na ostatnią chwilę do samolotu, a nadal nie ma Jodasa. Nagle patrzymy jest! Dzięki Bogu! On miał niezłego pietra gdzie my jesteśmy i zaczął już układać plan co zrobić w Pekinie z naszymi bagażami.

Samolot jest super. Przed każdym siedzeniem ciekłokrystaliczny ekranik.

Luksusy w Air France

Luksusy w Air France

Były nawet lekcje chińskiego, z czego niektórzy skorzystali (nie na wiele się to później przydało). Dostaliśmy też „zestaw obowiązkowy” tzn. zatyczki do uszu i klapki na oczy (korzystaliśmy z niego nie raz podczas naszej wyprawy po Chinach). Jedzonko w samolocie też jest super. Większość z nas wybiera kuchnię chińską. Trzeba się pomału przyzwyczajać.

This entry was posted in Chiny


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044