Header

Dzień 10, Niedziela (15.03.2009) – W drodze do Machu Picchu

Powtórka z rozrywki. Znów wstajemy na wycieczkę do Machu Picchu. Mamy nadzieję, że tym razem bez przygód. Zostawiamy bagaże i ładujemy się do busa.

Na początku trasa była bajkowa

Na początku trasa była bajkowa

Jedziemy przepiękną trasą. Dookoła góry, a w oddali wyłaniają się ośnieżone szczyty. Po jakimś czasie droga zaczyna się wić niemiłosiernie. W dodatku przepaście, rzeki spływające prosto na drogę, mosty sklecone z kilku desek, żadnych barierek! Strach się bać. Docieramy do najwyższej przełęczy 4316 m npm. Znów czujemy delikatnie wzmożone soroche. Ale szok, tu są normalnie chaty, ludzie tu mieszkają!

Dachy domów pokryte były figurkami przypominające ozdoby na starych chińskich domach

Dachy domów pokryte były figurkami przypominające ozdoby na starych chińskich domach

Na takiej wysokości, w wiecznym chłodzie i w koszmarnych warunkach. Wchodzimy do chaty, a tam klepisko, na środku ognisko, przy nim siedzi jakiś dziadek i biega sobie świnka morska, która będzie pewnie kiedyś obiadem!

Wnętrze domu na przełęczy 4316 m n.p.m

Wnętrze domu na przełęczy 4316 m n.p.m

Ponieważ nie ma nigdzie wychodka, obsikujemy dziadkowi obejście i uciekamy czym prędzej.

Zjeżdzamy w dół. Znów dżungla, znajome palmy i rośliny. Robimy przerwę na lunch included i znów się wspinamy, ale tym razem nie ma już asfaltu, lecz zwykła droga szutrowa. Serpentyny, przepaście, brak barierek przeraża nas coraz bardziej, zwłaszcza, że gość jedzie jak szalony, a na zakrętach zamiast zwalniać to wręcz przyspiesza. Spotykamy grupkę Żydów, którzy utknęli w swoim wynajętym aucie. Nasze próby pomocy nic jednak nie wskórały.

Mijanka na serpentynie

Mijanka na serpentynie

Jeszcze krótki przystanek w urokliwym miasteczku, gdzie oglądamy kolejne ruiny Inków i znów w drogę.

Docieramy w końcu do celu. Teraz decydujemy, że resztę trasy zrobimy na piechotę, żeby nie dopłacać do pociągu i do koszmarnie drogiej już wycieczki. Zapitalamy więc po torach dwie godziny. Droga jest monotonna i dłuży się niemiłosiernie, w dodatku robi się późno i docieramy do miasteczka Aguas Calientes w zupełnej ciemności. No no, nieźle wyczesana jest ta wiocha, mijamy super wypasione hotele, eleganckie restauracje.

Nasz hotelik included jest ok. Idziemy na included kolację, też ujdzie, choć sami pewnie poszlibyśmy w przyjemniejsze miejsce. Niestety jest późno i nie zdążyliśmy się wykąpać w gorących źródłach. Próbujemy trochę się złoić, ale kompletnie nie mamy siły. Jutro pobudka o 5 rano. Padamy!

This entry was posted in Ameryka Południowa


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044