• Indie i Nepal »
  • Dzień 12, Czwartek 21.01.2010 – Dolina Katmandu
Header

Dzień 12, Czwartek 21.01.2010 – Dolina Katmandu

Pakujemy się. Idziemy jeszcze zmienić rezerwację na nocny transport do Indii, żeby być do przodu z czasem i zdążyć później na świt do Agry. O świcie podobno jest najlepiej fotografować Taj Mahal. Jest ciężko, ale z dopłatą oczywiście daje się dojść do porozumienia. Wszystko fajnie, ale nie mamy rezerwacji na pociąg do Agry. Trudno, później będziemy się tym martwić.

Ruszamy zwiedzać dolinę Katmandu. Punkt pierwszy, Swayambhunath, zwana też świątynią małp. Zapitalamy po schodach na górę. Piękny widok na całe Katmandu. Niezły klimacik. Małpy biegają po całej świątyni, gdzie tylko chcą. Są super fotogeniczne.

Świątynia małp

Świątynia małp

Ruszamy do Patanu. Jest to kolejne urokliwe miasteczko Newarów z cudowną starówką.

Patan

Patan

Niektóre rzeźby wręcz szokują. Śmiałe sceny erotyczno-pornograficzne na świątyniach.

Dozwolone od lat 18-tu!

Dozwolone od lat 18-tu!

Znów trafiamy na jakąś uroczystość religijną. Tłumy kolorowych pielgrzymów, w rękach trzymają tace z darami, a na nich kokosy, marchewki, kwiaty. Wszędzie dymy, ognie, kadzidła. Znów biegamy z aparatami jak opętani.

W hinduizmie można łatwo się zakochać :)

W hinduizmie można łatwo się zakochać :)

Przerwa na mo mo, narodowe danie nepalskie. Rodzaj pierożków, z różnorakim nadzieniem. Całkiem, całkiem.

Potem piliśmy typetańskie piwo, które fermentuje po zalaniu ziółek wrzątkiem. Moc poczuły tylko dziewczyny :)

Potem piliśmy typetańskie piwo, które fermentuje po zalaniu ziółek wrzątkiem. Moc poczuły tylko dziewczyny :)

Ruszamy dalej. Tym razem do Pashupatinath, jednej z najważniejszych świątyń w Indiach i Nepalu. Wchodzimy na teren świątyni, i znów szok. Patrzymy jak zaczarowani na ghaty kremacyjne. Palą się ciała, unoszą się dymy, wszędzie pełno małp. Atmosfera nieziemska, ale rzeka, do której wrzucają popiół i niedopalone ciała wygląda jak ściek.

I znowu stosy pogrzebowe

I znowu stosy pogrzebowe

Brudna, śmierdząca i pełno w niej śmieci. No cóż, znów fascynacja miesza się z obrzydzeniem.

Lokalny guru

Lokalny guru

Zwiedzamy kompleks świątynny. Jest super. Pełno świątyń, pagód, stułp i wszechobecnych małp.

Symbioza

Symbioza

Wracamy taksówkami jak białe burżuje, ale płacimy jak za przejazd autobusem w Krakowie.

Robimy jeszcze zakupy. Każdy kupuje zapas alkoholu, tak żeby starczyło na całe Indie:)

Jedziemy do parku narodowego Chitwan na południe Nepalu.

Tym razem private transport jest w porzo. W końcu jest miejsce na nogi i jest o co oprzeć głowę! Rewelacja. Jedzie się super.

Po czterech godzinach, o czasie!!!, docieramy na miejsce. Jednak jest to możliwe. Kierowca pyta nas, w którym hotelu śpimy. No to super, on nie wie gdzie nas wysadzić. Nieźle się zaczyna. Dobra mamy jakiś świstek od pana z biura. Trafiamy w końcu.

Jest już po północy, ale wszyscy na nas czekają. Nas szóstka, a ich ze 12! Skaczą koło nas, serwują kolację, trochę nas to peszy. Tym bardziej, że siedzą i patrzą jak jemy. Jedzenie spoko, ale ostre jak fix, nie wszyscy dają mu radę. Tomek nam trochę wysiada. Łapie go jakieś choróbsko. Nieźle, najpierw Bartek, potem Ania, teraz Tomek. Ciekawe kto będzie następny.

Pokoje, delikatnie mówiąc, mało przytulne, ściany całe w grzybach i słyszymy każde słowo, które wypowiadają Futrzaki w pokoju obok:) Ale co tam, nie jest źle, za to Ania z Bartkiem mają super pokoik na pięterku. Idziemy więc do nich łoić wódeczkę.

This entry was posted in Indie i Nepal


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044