Header

Dzień 13, Piątek 22.01.2010 – Chitwan

Rano. Mgła jak mleko. Zjadamy sympatyczne śniadanko na dachu naszego pensjonatu i ruszamy na canoeing. Suniemy cicho we mgle, w łódeczce z jednego kawałka drewna. Jest super. Gdzieniegdzie możemy zaobserwować ptaki brodzące w płyciznach. Są tu też krokodyle, ale ponieważ mgła, itp. itd., więc sami rozumiecie. Skąd my to znamy:)

Nasza łódeczka

Nasza łódeczka

Wysiadamy. Usa, nasz sympatyczny przewodnik, zaczyna gadkę jak mamy się zachować w razie spotkania z dzikim zwierzem:

Jak spotkamy niedźwiedzia lub tigera to spoko, my uciekamy a oni, a jest ich dwóch uzbrojonych w kije!!!, odgonią zwirza. Ale jak zobaczymy nosorożca, to szybko będziemy uciekać wszyscy!!! Super. Trochę nas nastraszył, nie ma co! Tym bardziej, że pokazuje nam nad rzeką świeże ślady tygrysa. ‘Pił tu wodę jakąś godzinę temu’, tłumaczy ze stoickim spokojem.

Ślad tygrysa

Ślad tygrysa

Kawałeczek dalej ślady nosorożców. Brr. Czy my na pewno chcemy iść na ten spacer. Przecież oni mają tylko kije!

Idziemy. Widzimy małpy. Skaczą po drzewach. Podchodzimy bliziutko. Super. Za chwilę przebiegają dzikie kury. Śmieszne. Tropimy też jelonka, ale tylko Asi udaje się coś zobaczyć. Woła podekscytowana ‘widziałam dupkę jelonka’. Sama dżungla bardzo fajna, trochę inna niż amazońska. Spacer udany. Na szczęście nie zaliczyliśmy bliskiego spotkania z tigerem.

Czy komuś Nepal kojarzy się z dżunglą ? :)

Czy komuś Nepal kojarzy się z dżunglą ? :)

Zajadamy lunchyk w naszym hoteliku. Próbujemy też załatwić bilety na dalszą podróż, ale kicha, nie możemy ni jak zapłacić.

Idziemy się wyluzować nad rzekę. Jest pięknie, słoneczko, leżaczki, zimne piwko, a w rzece kąpie się słoń. Jak ktoś chce, może sobie nawet zafundować kąpiel ze słoniem.

W nepalskiej wiosce

W nepalskiej wiosce

Po południu zwiedzanie jakiejś wioski (Ania z Astronomem kłócą się o jakieś znalezisko czy to aloes czy ananas) i znów w planie krótki spacerek po dżungli. Tym razem widzimy całe stado jeleni, są piękne. Przelatuje nam też przed oczami dzika świnia, a nad rzeką widzimy prawdziwego krokodyla!

A jednak zaliczyliśmy animala

A jednak zaliczyliśmy animala

Idziemy oglądać małe słoniki. Rezerwat Chitwan szczyci się drugą na świecie parą bliźniaczych słoniątek. Są przeurocze. Jeden maluch, dziewięciomiesięczny, ważący niespełna 250kg, zjadał nam z ręki cukierki. Cieszyliśmy się jak dzieci.

Wracamy na kolację i idziemy do wioski na performans. Chłopaki nieźle napitalają kijaszkami. Podoba nam się, zwłaszcza dziewczynom.

Trochę folkloru...

Trochę folkloru…

Wieczorem bierzemy flaszku, gitarę i idziemy nad rzekę się nałoić w pięknych okolicznościach przyrody. A tam siedzą nasi znajomi tubylcy. Rozpalają dla nas ognisko. Siedzimy sobie razem, łoimy wódeczkę, prowadzimy inteligentne rozmowy i śpiewamy na zmianę, jest superowo.

Nagle poruszenie. Podobno podeszły rhinos! Tubylcy przerażeni, natomiast nasi chłopcy, lekko wstawieni, dawaj na nosorożca. Pchają się normalnie do wody. Dobra, spoko jest z nimi Usa. Wierzymy, że wie co robi. Rzeczywiście słychać jak coś łazi i wchodzi do wody. Udziela nam się podniecenie tubylców. Niestety, mgła zupełnie przykrywa rzekę, gdyby nie to, zobaczylibyśmy nosorożce, bo były naprawdę blisko.

This entry was posted in Indie i Nepal


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044