Header

Dzień 14, Piątek (25.07.2008) – Jeziora Kulsajskie cd.

Budzimy się. Leje. Wszyscy opowiadają o swoich nocnych strachach, jak to bali się grzmotów i dziwnych odgłosów w pobliżu. To musiał być niedźwiedź, mówi Bartek! Nam się raczej wydaje, że to ktoś chrapał, ale w nocy wszystko jest straszniejsze, zwłaszcza gdy się śpi przy wejściu do namiotu :)

Było jednak dość straszno tak spać na w namiocie na wysokości ponad 2 tyś metrów w jakimś dzikim rezerwacie. O. Eliot też chyba coś słyszał w nocy, bo dziękował przy modlitwie przed śniadaniem, za dar przeżytej nocy:)

A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój...

A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…

Deszcz, wilgoć i błoto są już trochę męczące. Mało kto ma ochotę iść w deszczu na trzecie jezioro dwie i pół godziny, jak twierdzą Kazachowie. My jednak wiemy, że ich informacje są sporo przesadzone.

Mimo wszystko, w końcu ojciec, Futrzak i Bartek decydują się iść w góry na trzecie jeziorko Kulsajskie na wysokość ok. 2800-3000m. (Oczywiście nikt tu nie wie jak jest dokładnie).  Zostawiają plecaki u naszych nowopoznanych druziej i pomykają do góry.

Nasi druzja spali w niezłych warunkach. Jak ich zobaczyliśmy to byliśmy w szoku. Leżeli po prostu na ziemi w jakichś worach pod drzewem. Pamiętamy, że w nocy była burza! To jest dopiero prawdziwy hardcore!

Schodzimy w dół. W końcu wychodzi słoneczko. Rozkładamy się nad strumyczkiem na karimatach i śpimy, opalamy się i wyżywamy artystycznie. Jest nam cudownie.

Chwila błogiego lenistwa

Chwila błogiego lenistwa

Docieramy do pierwszego jeziora. Co chwilę zatrzymujemy się i podziwiamy jego niezwykłą przejrzystość i kolor starając się zatrzymać ten widok w pamięci.

Znów pierwsze jezioro

Znów pierwsze jezioro

W końcu cywilizacja. Za około godzinkę dociera reszta ekipy. Szybcy są, nie ma co. Okazało się, że nie było tak daleko jak sądziliśmy. Pokazują nam super klaty jakie zrobili. Trochę się objadamy, pijemy piwko i ruszamy z powrotem. Nasz Wasilij (kierowca) też przyjemnie spędził czas czekając na nas.

Po drodze podziwiamy niezwykłe klimatyczne wioski kazachskie, stepy, tabuny koni.

Wiejski landszafcik

Wiejski landszafcik

Naprawdę niezwykłe widoki. Rozważamy też możliwość jeszcze jednej wycieczki w jakieś podobno czadziarskie miejsce, ale stwierdzamy, że 300 zł od osoby to jednak za drogo, nawet dla bogatych Europejczyków, za jakich nas tu uważają.

Wiejska młodzież przed dyskoteką :)

Wiejska młodzież przed dyskoteką :)

Z żalem rezygnujemy. Docieramy do domu, jak nazywamy kościół w Ałmacie. Rozleniwiamy się zasłużenie. Wypisujemy też w końcu kartki tworząc poezję oniryczną. Tradycyjnie już troszkę śpiewamy, troszkę gramy i troszkę pijemy. A oto próbka naszej kazachskiej poezji onirycznej:

 

Pozdrowienia z Kazachstana,

Gdzie pijemy niemnożka z rana,

Wieczorem wcinamy szaszłyki z barana,

Oj dana, dana!

 

Pozdrowienia z Ałmaty,

Gdzie robimy życia klaty,

Konik se po stepie lata,

Pijem wódkę, żyzń praklata.

 

Pozdrowienia z Ałmaty,

Przesyła Wam miś kudłaty,

Jego żona skudłacona,

Oraz grupa popieprzona!

This entry was posted in Kazachstan i Kirgistan


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044