• Chiny »
  • Dzień 2, niedziela (29.04.2007) Pekin
Header

Dzień 2, niedziela (29.04.2007) Pekin

Wysiadamy w Pekinie. Noc się nam zupełnie skróciła. Różnica czasowa wynosi 6 godzin, jesteśmy więc dość zmęczeni i otumanieni, ale sama świadomość, że jesteśmy w Pekinie podnosi nam adrenalinę. Idziemy po bagaże, a tam stoi jakiś Chińczyk z tabliczką z nazwiskami pasażerów, których bagażu nie odnaleziono i widnieje na niej napis „Zdzisław Dec”! No to pięknie się zaczyna:) Jednak ku naszemu zdziwieniu i uldze są wszystkie nasze bagaże (problem był z gitarą, którą mieli nam zabrać, gdyby nie zgodzili się jej wziąć do samolotu jako bagaż podręczny).

Nowoczesne centrum Pekinu

Nowoczesne centrum Pekinu

Postanawiamy wymienić kasę i ruszamy szukać taksówek. Rysiek (nasz kolega mieszkający w Pekinie) mówił, że tak będzie najprościej i że taksówki są tanie, o ile nie damy się naciągnąć:)

Znajdujemy w końcu jakiś postój i jesteśmy przerażeni bo kolejka pełna Chińczyków jest strasznie długa. No tak wiedzieliśmy przecież, że Chińczyków jest dość dużo. Jednak goście pilnujący porządku przy kolejce widząc białych, którzy nie kwapią się, żeby grzecznie stanąć w ogonku, organizują nam taksówkę. Próbujemy się z nimi dogadać, że chcemy jedną dużą, naiwnie myśląc, że tak będzie taniej. Podjeżdża bus, a my ładujemy się do niego targowanie zostawiając na potem. Gdy już wszyscy się usadowili okazało się, że pan jednak chce od nas za dużo i dwie normalne taksówki to dla nas dużo lepsze rozwiązanie.

Chińczycy od kolejki bez cienia zdenerwowania organizują nam więc dwie zwykłe taksówki. Wsiadamy i klops, bo nikt z nich nie kuma gdzie my chcemy jechać, choć mamy mapkę wydrukowaną z Internetu z miejscem, gdzie mieszka Rysiek i zdjęcie bloku Ryśka z widocznym adresem. Jest to dla nas niewyobrażalne, żeby taksówkarze nie znali miasta, przecież u nich za rok jest Olimpiada!!! a oni nie mają najmniejszego pojęcia o wyobrażeniu i nie znają najprostszych słów po angielsku. Jak chcesz gdzieś dojechać to najlepiej samemu znać drogę i mówić taksówkarzowi cugłaj, jugłaj, pszyu… to może dojedziesz!

Wygląda znajomo?

Wygląda znajomo?

Po dłuższej naradzie tłumu chińczyków: taksówkarzy, kolejkowych i innych, ruszamy. Wjeżdżamy w jakąś biznesową dzielnicę. Jest wporzo! Mamy tylko nadzieję, że nas przywieźli w dobre miejsce. Porównujemy zdjęcie bloku z oryginałem i owszem to chyba ten i wszystkie ichniejsze krzaczki chyba też się zgadzają z wyjątkiem numeru. Zamiast 2 jest 1. Ale okazuje się, że to po prostu następny blok, nie rozumiemy tylko dlaczego taksówkarze nas wysadzili pod dwójką zamiast pod jedynką, ale kto ich zrozumie:) No i nie naciągnęli nas, jest git! Zajęło nam to wszystko trochę czasu, ale udało się!

Blok wygląda jak hotel. W holu stoi Chińczyk w uniformie gotowy nam pomóc. No, no nieźle sobie Rysiek mieszka. W końcu jesteśmy w komplecie, „ba people”! Witamy się z Natalką, która jest już od wczoraj u Ryśka no i oczywiście z Ryśkiem z Krakusa! Trochę odpoczywamy i ruszamy w miasto.

Rysiek prowadzi nas na obiad do jakiejś knajpy. Ok. czujemy, że zaczyna się nasza przygoda z chińską kuchnią. Przed każdym z nas jest palnik, na który przynoszą nam garnki z jakąś cieczą.

My kontra Hot Poty

My kontra Hot Poty

Przynoszą też mnóstwo talerzy z różnym badziejstwem wszelakiego koloru, maści i konsystencji! Jakieś nietypowo wyglądające mięso i ryby, dziwne zielone, więc chyba warzywa, jakieś długie grzyby, przeźroczysty makaron i jeszcze parę innych cudactw! I jeszcze mnóstwo miseczek z różnymi sosami. Okazuje się, że sami sobie mamy ugotować to wszystko w tej wrzącej już cieczy! Przystępujemy więc do dzieła. Oczywiście nie mamy pojęcia co z czym połączyć, ani jak ugotować tą zupę, część uczy się też dopiero jeść pałeczkami, ale za to bawimy się świetnie. Świetnie bawi się też obsługa knajpy! Dostarczamy im niezłej rozrywki. Ponieważ byliśmy głodni wpakowaliśmy w siebie te nietypowo wyglądające, własnoręcznie ugotowane cuda. Było całkiem niezłe, choć delikatnie mówiąc dziwne. Stwierdzamy, że teraz to już tylko czekamy kogo pierwszego dopadnie zemsta Mao Zedonga!

Zwiedzamy trochę dzielnicę, w której Rysiek mieszka i pracuje. Wykupujemy też sobie wycieczkę na Mur Chiński na następny dzień i pomału wracamy. Rysiek prowadzi nas przez hutongi.

Stare hutongi ustępują miejsca nowoczesnym hotelom

Stare hutongi ustępują miejsca nowoczesnym hotelom

Te stare, ginące już niestety, zabudowania pekińskie, dają nam pojęcie jak wyglądał kiedyś Pekin! Obecnie w ich miejsce powstają super nowoczesne drapacze. Naprawdę niezły kontrast! Oczywiście zapstrykujemy się na śmierć i robimy pierwsze klaty życia!

Pomału wracamy. Robimy jeszcze zakupy, kupujemy coś kształtem przypominające chleb, co okazało się jednak słodką bułą. Niestety na czas trzech tygodni (z wyjątkiem Szanghaju, gdzie znaleźliśmy Carrefoura) musieliśmy się pożegnać z chlebem. Oni po prostu nie jedzą chleba i już!!! Od rana do wieczora wcinają ryż!

Wjeżdżamy na ósme piętro, u Chińczyków to szczęśliwa liczba. Blok jest w ogóle śmieszny. Nie ma w nim pięter: czwartego, trzynastego, czternastego, w ogóle wszystkiego z czwórkami! Niezła jazda! Liczby te są w Chinach uznawane za nieszczęśliwe i nikt nie chce mieszkać na tych piętrach, w związku z czym po prostu ich nie ma!!! Okazało się, że zasada ta nie dotyczy tylko Pekinu, bo w Szanghaju było dokładnie tak samo:) Niepociumani są ci Chińczycy.

Wieczorkiem troszkę rozmawiamy, troszkę śpiewamy i troszkę pijemy!

Nocne Polaków rozmowy (Rosjanka śpi :))

Nocne Polaków rozmowy (Rosjanka śpi :) )

This entry was posted in Chiny


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044