Header

Dzień 4, Środa 13.01.2010 – Delhi

Piąta rano. Są bagaże, szok. Czyżby pech nas opuścił?!

Bierzemy taksówki prepaid. Zmęczeni. Otumanieni. Jedziemy.

Ciemno. Mokro. Straszno. Wjeżdżamy w jakąś okropną ulicę, która wygląda jak najgorsze slumsy. Brr. Byle dalej od tego miejsca. Niech ten Hindus zawiezie nas w końcu do tej dzielnicy turystycznej z dużą ilością tańszych hotelików, o której czytaliśmy w przewodniku.

Tymczasem pan się zatrzymuje, odwraca i mówi „Welcome to India”. Patrzymy na niego przerażeni szeroko otwartymi oczami. To tu?! Dzielnica Paharganj?! Niemożliwe! Gdzie te hotele? Same jakieś brudne budy pozasłaniane blachami. Tu jest strasznie. Ciemno. Brudno. Kupy śmieci. Snują się krowy.

Krowy okażą się nieodłącznym elementem krajobrazu wiejskiego i miejskiego :)

Krowy okażą się nieodłącznym elementem krajobrazu wiejskiego i miejskiego :)

Łypią na nas takimi smutnymi oczami. Do tego zaczyna padać deszcz. Przyjemniutko, nie ma co!

Paharganj nocą

Paharganj nocą

Dobra. To tylko tak wygląda bo jest noc i jesteśmy zmęczeni. Za dnia na pewno będzie super.

Idziemy na poszukiwanie hoteli. Muszą gdzieś tu być, skoro to Paharganj. Rzeczywiście są. Pomiędzy budami wąskie schody, a tam hotel. Jeden, drugi, trzeci. Wybieramy jakiś. Drogi. Rezygnujemy. Szukamy czegoś tańszego. Po ciężkich negocjacjach z zaspanym, owiniętym brudnymi szmatami, panem, którego zwlekliśmy z ławki, udaje nam się trochę zbić cenę. Zostajemy.

Hotel, delikatnie mówiąc, daleki od europejskich standardów. Gołe, obdrapane ściany, brudno, zimno jak w psiarni, a o ciepłej wodzie można zapomnieć (jak się okaże na całym wyjeździe). Ale co to dla nas, nie pierwszyzna. Tylko jakoś tak wszystkiego tu jest więcej. I tego brudu, i biedy, i zimna i czegoś jeszcze co trudno jest nam określić.

Idziemy się przespać na trzy godziny. Dla nas to środek nocy, choć zaczyna świtać.

Śniadanie na dachu naszego hotelu

Śniadanie na dachu naszego hotelu

Idziemy na śniadanie, na dach, gdzie jest podobno restauracja. Widok z dachu przerasta wszystkie nasze wyobrażenia o Indiach. Wąskie, brudne uliczki. Obdrapane budy. Stragany. Sklepiki. Tłumy ludzi. Kolorowe sari. Riksze. Krowy. Śmieci. Odchody. Kałuże.  A do tego unosi się zapach kadzideł i przygotowywanego na ulicy jedzenia. Szok.

Paharganj w dzień :)

Paharganj w dzień :)

Tak, to są właśnie Indie. Z jednej strony cudowne, kolorowe i fascynujące, z drugiej brudne, biedne i przygnębiające.

Śniadanie spoko, choć słowo restauracja kojarzy się nam, europejczykom z zupełnie czym innym:)

Rezerwujemy bilety sleeper hard na pociąg do Waranasi i ruszamy coś zwiedzić. Strasznie uparci ci riksiarze. Targowanie się z nimi nas przerasta. Umawiamy się pod fortem, bo nie każdy ma siłę na targi. Pierwszy raz widzimy słonia jak idzie pomiędzy samochodami i rikszami. Super.

Ulice Delhi strasznie zapchane. Wszystko niemal stoi. Spaliny strasznie smrodzą i trują tych co jada rikszami, nie da się przetrwać bez zasłaniania twarzy. Robią to wszyscy. Kobiety zasłaniają się bajecznie kolorowymi sari, a faceci brudnymi szalikami, które noszą zawinięte dookoła głowy jakby ich bolały zęby. Wyglądają okropnie.

Czerwony Fort jest spoko, ale nas bardziej fascynują ludzie. Zresztą my również jesteśmy dla nich atrakcją, nie możemy się opędzić od zdjęć.

Wycieczka szkolna w Czerwonym Forcie

Wycieczka szkolna w Czerwonym Forcie

Przerwa na jedzonko. Znów, o dziwo, dobre.

Ruszamy dalej zwiedzać na Chandni Chowk. Znów kolory, zapachy, ludzie, a wszystko takie jakieś bardziej intensywne niż gdziekolwiek indziej na świecie!

Znów negocjacje z rikszarzami. Nie możemy zrozumieć dlaczego tak trudno zbić cenę. Tyle i już, ale my też nie dajemy się łatwo.

Kolejne bazary, oglądamy sklepy z sari. Można dostać oczopląsu od tych kolorów.

Idziemy na kolację na inny dach. Zamawiamy piwo, a tu szok, bo zakaz, ale jak się okazuje Hindusi dają radę.

Pan woła Astronoma na zaplecze i pokazuje mu jak wlewa nam piwko do czajniczków na herbatę. Na rachunku widnieje później special tea:) Jedzenie znów super, ale wolimy nie wyobrażać sobie w jakich warunkach jest przygotowywane.

Zapada zmierzch. Ludzi nadal pełno. Na ulicach zapalają się ogniska. Tak, tak prawdziwe ogniska. Przy nich grzeją się Hindusi, i w nich palą śmieci, które zalegają na ulicach. Pomiędzy oczywiście łażą wszechobecne krowy, żebrząc o jakieś resztki albo po prostu grzebią w śmieciach szukając czegoś do jedzenia.

New Delhi by night :)

New Delhi by night :)

Wracamy do naszego mało przytulnego, zimnego hotelu. Pijemy piwko i gramy w super grę „dupa biskupa”.

This entry was posted in Indie i Nepal


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044