• Chiny »
  • Dzień 4, wtorek (01.05.2007) Zakazane Miasto
Header

Dzień 4, wtorek (01.05.2007) Zakazane Miasto

Nasze ambitne plany wstania o 5 rano na zmianę warty na placu Tiananmen uległy zmianie, gdy okazało się, że zbudziliśmy się o …10.30! No cóż, to nadal różnica czasu. Nie przejmujemy się tym tylko zbieramy i wyruszamy zwiedzać. Jedziemy metrem, gdzie przy wysiadaniu mało nas nie staranowała jakaś wycieczka ze wsi w niebieskich mundurkach. Czytaliśmy w przewodniku, że w Chinach jeszcze często można się spotkać z sytuacją, że ludzie nie umieją stać w kolejkach ani czekać na swoją kolej tylko po prostu się ryją, kto pierwszy ten lepszy. Doświadczyliśmy tego na własnej skórze :)

Wejścia do Zakazanego Miasta strzegą żołnierze i Mao

Wejścia do Zakazanego Miasta strzegą żołnierze i Mao

Jesteśmy też świadkami scenki, jak pani Chinka w metrze rozkłada dziecku reklamówkę na posadzce, a ono do niej, za przeproszeniem, wali kupę! W ogóle szokują nas małe dzieci! Ubranka mają po prostu dziury w kroku i dziecko ma całą pupę na wierzchu. Nie noszą żadnych pampersów ani innych pieluch. Nie możemy sobie wyobrazić jak to funkcjonuje np. w domu, w łóżeczku, a w nocy?! Te dzieci załatwiają się pod siebie, jak źwirzęta??? Kto zrozumie tych Chińczyków?

Nie możemy się również przyzwyczaić do tego, że idzie sobie obok Chińczyk i nagle charka, pluje lub smarka bezpośrednio na ulicę bez najmniejszej żenady. I wszyscy się tak zachowują. Również w pociągach, a nawet knajpach. Obrzydlistwo!!!

Wysiadamy na placu Niebiańskiego Spokoju. Jesteśmy w szoku, tyle ludzi! Cały plac i chodniki zajęte przez koczujących całymi rodzinami Chińczyków! Świętują 1 maja w stolicy!

Niech się święci 1 maja!

Niech się święci 1 maja!

Siedzą, jedzą, lub po prostu sobie kucają. Potrafią tak godzinami kucać na całych stopach. I to jak się później okazało jest tak w całych Chinach, a zwłaszcza na dworcach, gdzie zawsze jest pełno kucających Chińczyków czekających na swój pociąg. Czasami czekają nawet kilka dni gdy nie ma miejsc i to podobno jest normalne. Chińczyków jest trochę dużo!

Wchodzimy na plac Tiananmen, a tam jeszcze więcej ludzi. Cud, że się nie pogubiliśmy. Ratowało nas to, że jesteśmy trochę wyżsi od Chińczyków:) Na placu widzimy ciekawy obrazek. Mały chłopczyk bawiący się zabawkowymi czołgami. Na szczęście nie miał figurek studentów. Robimy oczywiście klaty życia, choć niektórzy musieli spiżać z kadru, żeby się udały:)

Przechodzimy dalej i wchodzimy do Zakazanego Miasta. Oczywiście i tu prześladują nas tłumy Chińczyków. Wchodzimy na Bramę Południową skąd mamy super widok na cały plac. Zwiedzamy też po kolei budynki o wdzięcznych nazwach, typu Pawilon Najwyższej Harmonii, Brama Niebiańskiej Czystości czy np. Pałac Spokoju i Długowieczności. Wszędzie jest jednak tyle ludzi, że aby coś zobaczyć trzeba postać w kolejce, przy której dodatkowo stoją strażnicy z megafonami w rękach i krzyczą coś tam do ludzi. Domyślamy się tylko, że pewnie chodzi im o szybciej, szybciej :) Zakazane Miasto jest ogromne, zajmuje, bagatela 70ha, więc nawet po zobaczeniu tylko najważniejszych punktów jesteśmy wykończeni, idziemy więc na pidżiu i jesteśmy szczęśliwi.

Dachy Zakazanego Miasta

Dachy Zakazanego Miasta

Wychodzimy z Zakazanego Miasta drugą stroną i idziemy jeszcze zobaczyć z góry panoramę Zakazanego Miasta i Pekinu. Na szczycie jest świątynia z posągiem Buddy, przed którym Chińczycy się kłaniają. Widok na miasto super!

W drodze powrotnej jemy obiad. Tym razem na ulicy. Przez długość ulicy ciągną się stragany z jedzeniem, ale co tam są za cuda! Prawie nic nie wygląda znajomo. Wybieramy szaszłyczki z jakimś mięsem, i kilka innych apetycznie wyglądających specjałów i wcinamy aż nam się uszy trzęsą, bo prawie wszystko jest pyszne. Było kilka wtop, ale stał jakiś chiński żul, więc się przy nas najadł. Choć jak Jodas oddał mu jedno dziwne mięso na patyku to wyrzucił je do kosza :)

Bieg ze zniczem olimpijskim. Próba na rok przed otwarciem igrzysk :)

Bieg ze zniczem olimpijskim. Próba na rok przed otwarciem igrzysk :)

 

Pora wracać i zbierać się na pociąg. Jedziemy dziś przecież nocnym pociągiem do Szanghaju. Na dworcu tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy. Przeciskamy się i próbujemy znaleźć perony, ale nikt, dosłownie nikt nie wie o co nam chodzi. Próbujemy na różne sposoby: po angielsku – ni hu hu, po chińsku z naszego słowniczka mandaryńskiego – ni hu hu, pokazujemy ludziom bilety – ni hu hu! Załamać się można! A czas ucieka, jeszcze nie zdążymy na pociąg, będąc na dworcu już od jakiej pół godziny! Pokazują nam różne kierunki, a my błądzimy jak we mgle. W końcu wpadamy na peron i w ostatniej chwili do pociągu. Nie ma siły trzeba się zacząć uczyć mandaryńskiego. Jodas przejmuje mandaryna od Doroty i postanawia go studiować.

Pociąg, rewelacja! Wszędzie czyściutka pościel z falbankami. Jest też wrzątek, dokładnie jak w rosyjskich pociągach. Jedziemy zamykanymi przedziałami więc lepszą klasą, ale i w otwartych tzw. „hard sleeperach” też jest ok. Do każdego wagonu są przydzielone dwie panie Chinki. Jedna rozdaje każdemu pasażerowi… kapcie! Przedziały mają po 4 miejsca i żeby kapcie się nie myliły to każda para ma obszycie w innym kolorze! Jesteśmy w szoku. Wyciągamy gitarę i robimy imprezę. Tym razem kupiliśmy Finlandię! więc jest czadowo. Imprezka się rozkręca, Chińczykom chyba się podoba, bo jak ktoś przechodzi to się uśmiecha. Wpadamy w twórczy oniryzm i tworzymy hymn wyjazdu. Hymn okazał się strzałem w dziesiątkę! Uroczyście odśpiewywaliśmy go niemal każdego wieczoru. Po prostu szczyt poezji onirycznej!

Jakoś przed dziesiątą ktoś tam coś mówił przez głośniki, a i nasza pani Chinka wagonowa też coś nam próbowała wyjaśnić pokazując zegarek, ale my przecież ni hu hu po ichniemu, więc się nie przejmujemy niczym i bawimy w najlepsze. Nagle punkt dziesiąta światła w całym pociągu zostały wyłączone. W kompletnej ciemności musieliśmy się rozlokowywać do spania :)

A oto słowa piosenki onirycznej „Pod zjelonym gankiem” stworzonej przez grupę „Toporczyk Tęczyński”, jak się ochrzciliśmy! Piosenka ta jest kontynuacją znanego i niezmiernie lubianego przeboju śpiewanego przez lata całe w Krakusie. Pierwsze trzy zwrotki zostały niezmienione, kolejne są już naszym dziełem:) Zwrotek oczywiście musi być osiem, tak jak nas, bo to szczęśliwa liczba w Chinach!

 

Pod zjelonym gankiem, pod zjelonym gankiem

Sjedzji ułan ze swoim kochankiem

A on ją za golieni, a ona sje rumieni

Bedzji, bedzji bedzji swawoljieni.

 

Po kieliszku wódki, ptaszek jest malutki

Jak swawolic kiedy on miencjutki

A może go do buzji, a może sje wydłuży

Ułanowi wódeczka nie służy.

 

Po kieliszku wina, ptaszek jak sprężyna

Ucjieszyła sje dziewczyna

A on go za golieni, a ona sje rumieni

Bedzji, bedzji, bedzji swawoljieni

 

Po szklaneczce piwa, ptaszek mu sje kiwa

Jak swawolic, oj ja nieszczęśliwa

Jak to wytrzymam, może go przytrzymam

Bedzji, bedzji chociaż pionu ni ma

 

Po kieliszku sake, ptaszek idzie w kakę

Trzeba bedzji obejść sje ze smakiem

A może troche wody, doda mu urody

Bedzji jeszcze prężył sje jak młody

 

Po kieliszku brendy, ptaszek jest nie trendy

Jak swawolic kiedy on nie tendy

A może go tamtędy, a może go do gęby

Ułanowi brendy idzie w piędy

 

A po chińskiej wódce zdycha jak po trutce

Wkrótce dupce, w wódce trup chce w grupce

A może go w Szanghaju, a może nawet w maju

W kraju czaju, kitaj na kitaju

 

Po kieliszku whisky, ptaszek jest za śliski

Jak swawolic kiedy wschodniochiński

A może go do miski, a może na mur chiński

Bedzji, bedzji, bedzji, bedzji bedzji,

śtyry!!!

This entry was posted in Chiny


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044