Header

Dzień 4, Wtorek (15.07.2008) – Kanion Czaryński

Budziki dzwonią, cudem zwlekamy się z naszych posłań. Szybkie mycie, śniadanko.  Busik już czeka, to nic, że jeszcze ciemno, jest git, wyruszamy.

Zmieniają się krajobrazy. Wysokie góry stopniowo ustępują miejsca dzikim stepom, na których pasą się stada bydła i koni. Czasami można zobaczyć śmigających wierzchem Kazachów. Coś niezwykłego. Po jakimś czasie widoki znów diametralnie się zmieniają, zaczyna się pustynia, a te góry po lewej stronie to już podobno Chiny!

W drodze do kanionu

W drodze do kanionu

Nasz kierowca Wasilij, jest bardzo rozmowny. Prowadzi z Astronomem żywą dyskusję. Zadaje dziwne pytania, np.: czy my jesteśmy szpiegami?! Czy przyjechaliśmy prowadzić śledztwo, gdzie zostają roztrwonione ogromne sumy pieniędzy wysyłane z Europy na kościół katolicki, które przecież gdzieś po drodze giną!!! Co prawda mamy aparaty i robimy zdjęcia jak opętani, ale żeby od razu szpiedzy, no, no! Super!

Poza tym, pan jest bardzo sympatyczny, generalnie tęskni za komuną, kiedy to wszystko można było bez problemu załatwić za wziatku, czyli łapówkę, a o sobie mówi, że jest Mordwinem, i że to naród zapisany gdzieś w jakiejś księdze. Wierzymy mu na słowo.

Mówił, że jest Mordwinem ale kierownicę miał po prawej stronie :)

Mówił, że jest Mordwinem ale kierownicę miał po prawej stronie :)

Pierwszy postój. Banda głodnych psów, parę stoisk z napojami, jakaś jurta, gdzie można się napić czaju i toalety, jak na całym wschodzie, upaprane dziury w ziemi, ale po Chinach nic nas już nie zdziwi. Oczywiście wszystko, z wyjątkiem kibli, fotografujemy, bo klimaty są przednie.

Pierwszy postój

Pierwszy postój

Pomału chyba się zbliżamy do celu naszej wyprawy, bo zjeżdżamy z drogi wprost na pustynię.

Droga robi się coraz ciekawsza

Droga robi się coraz ciekawsza

Nieźle trzęsie, ale prawdziwy skok pan zafundował nam nieco później. Tak nas wyrzuciło, że przez chwilę poczuliśmy się jak w stanie nieważkości, a krzyk strachu aż uwiązł nam w gardłach, po prostu przez chwilę lecieliśmy w dół!

Zaliczyliśmy stan nieważkości. Czy to nie w Kazachstanie jest kosmodrom?

Zaliczyliśmy stan nieważkości. Czy to nie w Kazachstanie jest kosmodrom?

Wysiadamy i od razu mamy przed oczami widok na kanion. Jest po prostu zadymisty! Obładowujemy się naszymi zapasami wody mineralnej i schodzimy w głąb kanionu.

Widoki są fantastyczne, kanion za każdym zakrętem wygląda inaczej. Oczywiście zapstrykujemy się na śmierć.

Wow!

Wow!

Nastawiliśmy na wielogodzinną wędrówkę po pustyni, w skwarze, z wężami i skorpionami, a tu po około godzinie, no może półtorej (sporo czasu zajmuje nam jednak robienie zdjęć :) ) docieramy do obiecanego strumyczka, który okazuje się dość sporą rzeką. Przeklinamy litry wody, które taszczymy ze sobą, ale jak się okaże, woda się jeszcze przyda.

Dotarliśmy do rzeki

Dotarliśmy do rzeki

Nad rzeką jest cudnie. Oczywiście włazimy do wody, niektórzy nawet pływają. Nad brzegiem nie jesteśmy bynajmniej sami, dookoła piknikują hordy Kazachów, palą ogniska, na których robią szaszłyki, łowią ryby i w ogóle miło spędzają czas. My także zjadamy swoje kanapki i słuchamy fascynującego wykładu Futrzaka na temat „kwaśnych winogron i słodkich cytryn”, a Ania z Bartkiem zbierają złoty piasek do butelki na pierścionek zaręczynowy. Fascynujące zajęcie.

Grill po kazachsku

Grill po kazachsku

 

Zagaduje nas strażnik, bo jesteśmy w jakimś parku narodowym i zaprasza do siebie, pokazuje swoją jurtę, trochę opowiada o swojej pracy jak to mieszka sobie w jurcie i pilnuje parku. Pokazuje nam też którędy mamy iść, żeby wracać górą kanionu. Tam pójdziecie prosto, pod górkę, a tam ścieżką i tam później znajdziecie zejście w dół i do góry i już jesteście. Jasne! Ruszamy.

Zaprzyjaźniamy się ze strażnikiem

Zaprzyjaźniamy się ze strażnikiem

Na początku jest super, fantastyczne widoki i fajnie się idzie mimo strasznego upału, ale po jakimś czasie chyba się gubimy. Ciągle są jakieś rozwidlenia. Drogę wybieramy więc na czuja. Zapas wody pomału się kurczy. Słońce w zenicie, ani kawałka cienia, robi się coraz mniej ciekawie. Po około godzinnej wędrówce w piekącym żarze stwierdzamy, że na pewno się zgubiliśmy, trzeba zacząć oszczędzać wodę. O Boże, umrzemy tu na pustyni wśród skorpionów, pająków i węży!

Trzeba się wspiąć gdzieś wyżej, żeby zobaczyć gdzie jesteśmy. Wspinamy się więc mokrzy od potu, ostatkiem sił po jakiejś górze, piach nam się usuwa spod nóg, skwar, pył, masakra! Agnieszka leży na hałdzie, czołga się na brzuchu i nie mogąc wydobyć z siebie żadnego odgłosu, ostatkiem sił wyciąga ręce o pomoc, do tych co już stoją szczęśliwie na szczycie, ale w ogóle jej nie zauważamy tylko jak zahipnotyzowani pokazujemy coś sobie w oddali. Totalny Mad-Max.

No i gdzie teraz?

No i gdzie teraz?

Pozostawiona sama sobie doczołguje się w końcu i cała w kurzu staje obok i widzi to co my. Nasz samochód majaczy gdzieś na horyzoncie, a przed nami jakieś trzy kaniony do pokonania!!! No nie, to już koniec.

Szukamy zejścia w dół kanionu, ale napotykamy tylko przepaście! Postanawiamy więc zawrócić i w innym miejscu poszukać zejścia. Jakoś niedługo znajdujemy wąską dróżkę miedzy skałami. Uratowani! Znów wyciągamy aparaty. Jest cudownie! W super humorach  docieramy do naszego auta.

Wśród młodych Ujgurów

Wśród młodych Ujgurów

W drodze powrotnej zatrzymujemy się w Bajsieist, wiosce ujgurskiej. Wasilij tłumaczy nam, że Ujgurzy to lud zamieszkujący normalnie w Chinach, tylko że Chińczycy ich nie lubią, w związku z tym Ci emigrują. Wioska w świetle zachodzącego słońca wygląda naprawdę niezwykle. Biegamy jak oszalali z aparatami. Zajadamy się też pirożkami z mięsem, mniam i oczywiście pijemy piwko. Jesteśmy szczęśliwi.

Wieczorkiem pijemy, gramy i śpiewamy. Eta był charoszyj dień.

This entry was posted in Kazachstan i Kirgistan


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044