Header

Dzień 5, Czwartek 14.01.2010 – Delhi cd.

Tej nocy nikt już nie zmarzł. Każdy wyspał się śpiąc w polarze, śpiworze i przykryty wszystkim co było w pokoju.

Znów śniadanie na naszym dachu. Bartek zamawia jajka ze świętym boczkiem. Spoko.

Na ulicy też kusiły różne cuda do spróbowania :)

Na ulicy też kusiły różne cuda do spróbowania :)

Postanawiamy tym razem pojechać metrem. Zapitalamy później na nogach szukając jakiejś świątyni. Na mapie było dość blisko.

Dobra jesteśmy. Świątynia Lakshmi Narajan Temple w stylu orisańskim jest super. Trzeba zdjąć buty. No trudno, ale jest czyściutko, marmury wypolerowane, więc spoko. Jakiś Hindus robi nam kropki na czole. Jest git. Dookoła bardzo przyjemny park.

W świątynii nie brakowało też swastyk i drutów kolczastych

W świątynii nie brakowało też swastyk i drutów kolczastych

Jedziemy zaliczyć kolejną świątynię, tym razem sikhijską, Gurdwara Bangla Sahib. Przed wejściem znów zostawiamy buty, które odbiera od nas jakiś Hindus i układa na półkach. Przed świątynią jest rynienka z brudną wodą, w którą trzeba wejść, żeby obmyć nogi, grzyb murowany, nie ma co! Musimy też założyć jakieś chustki na głowy. Spoko.

Świątynia cudowna. Białe marmury dookoła jeziorka, w którym obmywają się kapłani. Kolorowi ludzie, ustawiają się do zdjęć. Rewelacja.

Świątynia sikhijska zdecydowanie przypadła nam do gustu

Świątynia sikhijska zdecydowanie przypadła nam do gustu

Wchodzimy do środka świątyni. Trwają jakieś modły. Z sufitu zwisają błyszczące tandetne łańcuszki, ale tu jakoś pasują. Idziemy na piętro, a tam siedzą kapłani nad ogromnymi księgami i studiują święte pisma. Czad.

Wychodzimy. Wszyscy biorą w palce jakąś mało apetycznie wyglądającą papkę i wznosząc modły jedzą z namaszczeniem. Dołączamy do nich ryzykując rozstrój żołądka, a co tam.

Podjeżdżamy pod kolejna atrakcję Delhi, India Gate. Wygląda jak łuk triumfalny, generalnie nic ciekawego, ale masa ludzi powoduje, że się nie nudzimy.

Podjeżdżamy pod grobowce Humayum’s Tomb. Znów nas denerwuje to, że są inne ceny dla bogatych Białasów, musimy zapłacić jakieś 25 razy więcej! Miejsce jednak fajne. Ruiny, świątynie, park. Bardzo przyjemnie spędzamy czas.

Mogliby tymi cudami obdzielić parę państw :)

Mogliby tymi cudami obdzielić parę państw :)

Wracamy na Main Bazar. Wcinamy kolacje na dachu. Zamawiamy Special Tea, która tym razem nazywa się Apple Juice.  W końcu dołącza też do żywych Bartek. Super. Wszyscy są szczęśliwi.

Tym razem nie skorzystaliśmy z usług fryzjera :)

Tym razem nie skorzystaliśmy z usług fryzjera :)

Pora zbierać się na dworzec. Na peronach stoją goście z łańcuchami i kłódkami wszelakiej maści. Do wyboru, do koloru. Nie ma co, chyba trzeba się zaopatrzyć w zestaw obowiązkowy. Kłódkę i łańcuch do przypinania bagaży w pociągach.

Wchodzimy do pociągu. Wygląda strasznie. Jak jakiś transport dla więźniów. Obdrapane ściany, brudno, w oknach kraty, chodzą strażnicy z giwerami, dookoła sami Hindusi, jacyś tacy straszni się wydają w tym ciemnym, brudnym pociągu. Po podłodze biegają myszy. Brr. No cóż, sami chcieliśmy jechać z tubylcami.

Mało smieszno, dużo straszno

Mało smieszno, dużo straszno

Po paru drinkach jednak przestaje nam to przeszkadzać i świetnie się bawimy. Kupujemy nawet jakieś jedzenie, ciabaty i dziwną papkę.

Śpimy. Zimno. Ciasno. Brudno. Głośno.

This entry was posted in Indie i Nepal


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044