• Chiny »
  • Dzień 5, środa (02.05.2007) Szanghaj
Header

Dzień 5, środa (02.05.2007) Szanghaj

Szybka pobudka bo zaraz wysiadamy. Chodzi pani wagonowa i zbiera śmieci do których zalicza również kapcie. Dorotka oddaje jej więc kapcie z naszego przedziału. Nie wszyscy są z tego zadowoleni. Jak można było oddać pani takie fajne chińskie kapcie, może niektórzy chcieli je sobie wziąć na pamiątkę:)

Nasza grupa w Szanghaju. Tym razem blogerka po drugiej stronie obiektywu

Nasza grupa w Szanghaju. Tym razem blogerka po drugiej stronie obiektywu

Żeby wyjść z dworca znów trzeba pokazać bilety (?). Nie rozumiemy po co, ale kto zrozumie tych Chińczyków. Idziemy od razu kupić bilety na dalszą trasę. Udaje nam się dostać bilety hard sleeper na pojutrze do Guilin, ale nie było już niestety na jutro biletów do Suzhou, które jest jednym z miejsc w Chinach, które koniecznie chcemy zobaczyć. To nic jakoś sobie poradzimy, jest to w miarę niedaleko, dojedziemy tam jakimś autobusem.

Odnajdujemy się z Kubą, u którego będziemy mieszkać przez 2 dni. Jedziemy do mieszkanka. W taksówce, pan kierowca, był zachwycony zarostem Jodasa i głaskał go po klacie:) Dla Chińczyków to szok, oni nie mają wcale zarostu. Znów mieszkamy na ósmym piętrze. Czyżby wszyscy w Chinach mieszkali na ósmym piętrze? Mieszkanko jest malutkie, ale bardzo przyjemne. Zadomowiamy się szybko:) i idziemy na śniadanie. Większość niestety zaliczyła tym razem wtopę, ale mimo to każdy coś tam chrupnął bo był głodny. To teraz już na pewno nie ominie nas zemsta Mao Zedonga.

Brudni, bo szkoda czasu, idziemy zwiedzać. Po drodze wymieniamy kasę w banku. Robimy zamieszanie, bo poprosiliśmy panią, która coś tam kumała po angielsku, żeby nam napisała jak jest Polska po chińsku. Była przeszczęśliwa.

Dzielnica francuska

Dzielnica francuska

Kuba prowadzi nas najpierw do odrestaurowanej francuskiej dzielnicy. Trochę się gubimy, ale GPS nas ratuje. W Szanghaju, zresztą podobnie jak w Pekinie, poruszanie się po ulicach jest troszkę niebezpieczne. Jest co prawda sygnalizacja świetlna, ale nikt tego nie przestrzega, i jeśli nie wymusimy pierwszeństwa poprzez po prostu wpakowanie się na ulicę pod samochody, to można tak stać w nieskończoność. Uczymy się jednak szybko tej sztuki podglądając tubylców:)  Wszechobecne rowery również jeżdżą jak chcą, a jest ich naprawdę niemało. W dzielnicy francuskiej odpoczywamy i pijemy, jak się okazało po raz ostatni na wyjeździe, normalną kawę.

Obok wspaniałych wieżowców częste są takie obrazki...

Obok wspaniałych wieżowców częste są takie obrazki…

Wyruszamy dalej. Kuba prowadzi nas na stare miasto przez slumsy, a potem targ staroci. Jesteśmy wprost zachwyceni klimatami i robimy oczywiście klaty życia. Kuba ochrzcił nas mianem „łowcy syfu”, bo im większy syf tym nam się bardziej podoba:) Wchodzimy na stare miasto. Jest po prostu rewelacyjne! Nie przeraża nas nawet tłum Chińczyków.

Prawie tak samo tłoczno jak na Floriańskiej w Krakowie :)

Prawie tak samo tłoczno jak na Floriańskiej w Krakowie :)

Oprócz niesamowitej architektury można tam spotkać tak niezwykłe obrazki jak pucybuci czy dentyści rwący ludziom zęby na ulicy!

Oglądanie wyrywanych zębów to rozrywka jak każda inna...

Oglądanie wyrywanych zębów to rozrywka jak każda inna…

Docieramy do jakiejś świątyni. Niezwykła! Wszędzie unosi się dym i zapach palonych przez ludzi kadzideł. Ludzie modlą się do Buddy, kłaniają, zostawiają dary. Spędzamy tam dość dużo czasu, bo nie możemy przestać robić zdjęcia.

Kadzidła po chińsku

Kadzidła po chińsku

Odwiedzamy też tradycyjny chiński ogród. Jest również zachwycający. Jakieś altanki, mosteczki, strumyczki, w których pływają pomarańczowe rybki, które można karmić. Coś fantastycznego.

Docieramy do Bund, promenady, nad rzeką Huangpu. Podziwiamy zabytkowe kamienice i Pudong, po drugiej stronie rzeki. Mieści się tam trzeci co do wielkości port na świecie. Jest tam również lotnisko oraz ogromne, jedne z największych na świecie, drapacze chmur. Wracamy wszyscy do domu, bo Astronomowi i Natalii rozładowały się baterie i nie mogą robić zdjęć, a takie zwiedzanie nie ma przecież sensu!

Robal - Champion

Robal – Champion

Znów wychodzimy na miasto. Idziemy na kolację. Kuba prowadzi nas do knajpki, gdzie jemy naprawdę pysznie. Mieliśmy co prawda mały problem z płaceniem. Na rachunku widniało jak byk 295 yuanów, a pan Chińczyk nie wiedzieć czemu kazał nam zapłacić ponad 300? Dodajmy, że nie chodziło tu o napiwek, bo w Chinach nie zostawia się napiwków. Kto zrozumie tych Chińczyków? Robimy jeszcze zakupy w Carrefourze i idziemy na najbardziej ludną ulicę świata, Nanjing Rd. Oślepiają nas wprost różnokolorowe, wszechobecne neony. Jest ich tyle, że nie trzeba lampy błyskowej żeby robić zdjęcia, tak jest od nich jasno!

Szanghaj nocą

Szanghaj nocą

Docieramy jeszcze raz do rzeki i podziwiamy, tym razem nocną, panoramę Pudongu.

Pora wracać i uczcić spotkanie. W Carrefourze udało się nam dostać polską wyborową! Czego nam więcej trzeba do szczęścia:) Bawimy się super, a najlepiej chłopcy. Śpiewają jak najęci, troszkę już fałszując. Przebojem wieczoru był „Wróbelek elemelek”. Próby zaśnięcia przy takiej muzyce nie udają się zupełnie, nie pomaga nawet zestaw obowiązkowy z Air France:)

This entry was posted in Chiny


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044