Header

Dzień 5, Środa (16.07.2008) – Kok-Tubee, wyjazd do Kirgistanu

Budzimy się po godzinie 9. No tak, a mieliśmy od świtu zwiedzać Ałmaty czy jak kto woli Ałma-Atę, jak nazywała się jeszcze do niedawna. Ałma ata znaczy ojciec jabłek. Nazwa podobno związana jest z legendą, o jakiejś super odmianie gigantycznych jabłek, które tu rosły. Mając to na uwadze zmiana nazwy jest dla nas niezrozumiała.

Wychodzimy na miasto. Jedziemy zaliczyć kolejną atrakcję miasta, a mianowicie kolejkę linową Kok-Tubee. Decydujemy się przejść pod górę pieszkom. Docieramy niedługo. Na górze jest bardzo spoko. Super wypasione knajpki, alejki, sklepiki, kawiarenki wśród zieleni z widokiem na całe miasto.

Widok na Ałmaty z Kok-Tubee

Widok na Ałmaty z Kok-Tubee

Robimy zdjęcie rodzinne przy Beatles’ach, do których jest spora kolejka!

Obowiązkowe zdjęcie z Beatles'ami

Obowiązkowe zdjęcie z Beatles’ami

Później decydujemy się siąść w jednej z knajpek z widokiem na Ałmaty, jest dość droga, ale co tam, widok piękny. Trochę pijemy, trochę jemy i słuchamy kawałów Futrzaka o towarzyszu Rżewskim :) .

W dół zjeżdżamy kolejką. Jest super!

Kolejką w dół...

Kolejką w dół…

Zaglądamy ludziom niemal do domów. Biedne, rozgrzebane podwórka niesamowicie kontrastują z majaczącymi w tle, super nowoczesnymi drapaczami.

Zaglądamy ludziom na podwórka

Zaglądamy ludziom na podwórka

Idziemy po nasze paszporty i skoryje wizy do biura. Nam nada dopłacić wziatku po 5 dolarów. No cóż, przygotowaliśmy się na tą ewentualność, ale mamy wizy do Kirgistanu! Jako jedni z pierwszych Polaków. Kirgizi wprowadzili je dopiero 2 tygodnie temu! Zdrajcy! Nie mogli trochę poczekać.

A tak czeka cała Azja

A tak czeka cała Azja

Znajdujemy knajpkę uliczną i decydujemy się zjeść pierwszy od wyjazdu normalny obiad. Jedzenie jest pyszne i tanie. Dobry wybór. Jedz to, co tubylcy, a na pewno nie wtopisz.

Wracamy do kościoła. Szybkie pakowanko, kąpanko i wyruszamy na poszukiwania autobusu do Kirgistanu.

Miejsce skąd odchodzą autobusy mieliśmy tuż przed nosem, ale my musimy je najpierw obejść dookoła. W końcu docieramy. Futrzaki idą na zwiady wyczaić, gdzie jest ten nasz autobus. Pan, wyglądający na jakiegoś organizatora, karze im szukać po listach jakiejś familii. Wszystko ruskimi bukwami, więc jest tym trudniej. Nic im się nie kojarzy, chyba nie ma żadnego naszego nazwiska! Zrezygnowani wracają. Idziemy z tobołami wszyscy.

Szuka Astronom, ale też nie widzi. Nagle coś się nam przypomniało, że mamy mieć miejsca gdzieś na końcu. Szukamy więc na końcu list i odkrywamy, że wszyscy jesteśmy zapisani jako rodzina Żedisław! Bukwami! W Życiu byśmy nie odgadli, że to my, gdyby nie numery miejsc. Od dziś nazywamy się Żedisław 43, Żedisław 44 itd. Pękamy ze śmiechu. No tak, Ludmiła próbowała komuś powtórzyć nasze nazwiska, ale zostało tylko jedno i do tego imię!

Familja Żedisław :)

Familja Żedisław :)

Zadowoleni, że się odnaleźliśmy, chcemy się dowiedzieć gdzie my w ogóle jedziemy i co to za cyrk z tymi listami. I ci ludzie dookoła tacy wszyscy jacyś podekscytowani!? Rozmowa nasza wygląda mniej więcej tak: My: Czy można wsiąść do autobusu? Pan z listą, chyba przewodnik: A gdzie wy jedziecie? My zdziwieni: Jak to gdzie, do Kirgistanu przecież. Pan: A do jakiego pensjonu? My coraz bardziej zdziwieni: Pensjonu, jakiego pensjonu, my nie znajem. I pokazuejmy mu nasz świstek od Ludmiły. Pan: To będziecie pokazywać jak będziecie wracać. My jeszcze bardziej zdziwieni: Ale my nie będziemy wracać. Tym razem pan robi zdziwioną minę. My zdesperowani: A do jakiego miasta my jedziemy? Pan zdziwiony: Ja nie znaju? Doskonale, on nie wie gdzie my jedziemy!

Po głębszym przeanalizowaniu sprawy doszliśmy do wniosku, że jedziemy na jakieś wczasy, nad jezioro Ysyk Kul, do pensjonatu Olimp!!! Rewelacja!!!

Pan wyczytuje familje i wszyscy grzecznie wchodzą do autokaru na swoje miejsca, rodzina Żedisław też:) Ruszamy. Pan rozpoczyna przemowę dotyczącą spraw organizacyjnych. Tłumaczy jak dzieciom, żeby nie przyklejać gum na siedzenia, że zatrzymamy się dopiero za trzy godziny i każdy chyba wytrzyma, żeby nie płakać jak trzeba będzie czekać na autokar itd.

Zajmujemy cały tył autobusu. Wyciągamy naszą wódeczkę i prowadzimy żywą dyskusję na temat wizerunku Polaków za granicą. Nu wodiczka bystra akońciłas, nam nużna w tyalijet, a do postoju jeścio dwa ciasa! Wysłana delegacja do kierowcy nie przynosi rezultatów. Trudno, trzeba sobie jakoś radzić. Na postoju jesteśmy pierwsi do wysiadki, niektórzy idą na wszelki wypadek dwa razy.

Granica. Noc, idziemy pojedynczo po jakimś ciemnym moście, dookoła pustka. Strasznie. Budki celników oświetlone jakimś mdłym światłem, dookoła którego pełno robactwa. Boże, gdzie my jesteśmy? Jak to gdzie, w Azji. Wsiadamy, znów nam każą wysiadać. Cały autokar na nas czeka. Słychać tylko szepty: Paliaki, pewnie nie mają wiz. W końcu wsiadamy. Pytamy jeszcze kierowcę: Kagda my budiem na miestie? Kak dojediem, tak budiem.

This entry was posted in Kazachstan i Kirgistan


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044