Header

Dzień 5, Wtorek (10.03.2009) – Belen, Jungle

Wstajemy piąta rano. Co to dla nas! Ruszamy zobaczyć słynną pływającą dzielnicę slumsów – Belen. Wysiadamy z riksz i znajdujemy się w środku gigantycznego bazaru, na którym jest wszystko co można znaleźć w dżungli i nie tylko.

Bazar w Belen

Bazar w Belen

Nieznane nam owoce, papaje, kamukamu, lucuna, żywe mięso i prawie żywe, różniaste ryby, łapy cocodrillo i inne stworzenia.

Czekając na mamę...

Czekając na mamę…

Schodzimy niżej i niżej i docieramy do zalanej części. Obok leży gigantyczna kupa rozkładających się i cuchnących śmieci. Nie zraża nas to jednak. Ładujemy się do drewnianych łódek i każemy się obwieść po Belen.

Płyniemy i jesteśmy w szoku. Domy na palach, wszystko zalane, ludzie pływają sobie między domami, a to do fryzjera, a to kupić coś z przepływającej obok łódki, czy zawieść do szkoły dzieci ubrane w czyściutkie białe mundurki, które niesamowicie kontrastują z całym otoczeniem.

Regularnie zalewana część Belen. Południowoamerykańska Wenecja.

Regularnie zalewana część Belen. Południowoamerykańska Wenecja.

Jesteśmy oszołomieni tym co widzimy i nie możemy się nadziwić jak ludzie żyją w takich warunkach. Wilgoć, smród i brudna Amazonka, z której uczynili po prostu ściek. Wszystko jest jednak tak fotogeniczne, że klatom życia nie ma końca.

Jesteśmy trochę spóźnieni, próbujemy więc gościowi wytłumaczyć, że my chcemy back, ale on nic nie kuma i niewzruszony płynie według swojego planu.

Spóźnione śniadanie. Jogurt z bułkami. Dobra nasza, Miguel też jest wyluzowany i też się spóźnia. W końcu ruszamy. Każdy dostaje do ręki gumioki i w drogę.

Po raz pierwszy widzimy ogrom Amazonki. No, nie jest to nasza Wisła. Wsiadamy do tramwaju wodnego, który pełni rolę komunikacji miejskiej Iquitos po Amazonce. Zapitala tak szybko, że nie można wręcz złapać oddechu. Gdzieś dopływamy. Przesiadamy się na riksze i znów gdzieś płyniemy.

Zapas bananów dla 9-ciorga białasów na 3 dni :)

Zapas bananów dla 9-ciorga białasów na 3 dni :)

Docieramy do ostatniej cywilizowanej wioski, gdzie Miguel robi zakupy, a my przypatrujemy się dziwnym rzeczom, które można tu nabyć. Na niektóre się nawet skusiliśmy :) . Rafał kupił jakieś dziwne, długie patyki, z których wydłubuje się włochate, słodkie bazie, a my miejscowe lody tzn. skruszony w specjalnej, domowej roboty, maszynie lód, polany jakimś kolorowym świństwem. Nie daliśmy im rady.

...nie daliśmy im rady.

…nie daliśmy im rady.

Wsiadamy w końcu do drewnianej łodzi, która będzie naszym domem przez trzy dni, z całym dobytkiem i zapasem żywności. Płyniemy. Nie jest to już gigantyczna Amazonka, z której nie było widać brzegów, ale jeden z jej dopływów Napo, dużo przyjemniejsza i czystsza. Podziwiamy junglę, palmy, liany i całą masę różniastych roślin. Jest cudowna pogoda. Gdzie ta pora deszczowa, którą tak wszyscy straszą.

Otóż i ona. Nagle jakby oberwanie chmury, a my bezbronni na łódce przemakamy do suchej nitki. Nie chroni nawet folia, woda wlewa się strumieniami do łódki, płynie strumieniami po drewnianych ławeczkach na których siedzimy, wlewa się za kołnierze, po pewnym czasie jest już nam wszystko jedno, czy mamy kurtki na sobie, czy nie i tak wszystko jest mokre. Nagle przestaje padać i wychodzi palące słońce, a my z rozkoszą suszymy nasze członki, niezdając sobie jeszcze sprawy, że tak będzie przez trzy dni. Na zmianę palące słońce i strumienie deszczu.

I znów płyniemy sobie spokojnie. Podziwiamy przyrodę. Nagle przed naszymi oczami wyskakuje cudowny, różowy delfin! Okazuje się, że w Amazonce, obok, wszystkim znanych, piranii czy krokodyli, żyją różowe delfiny!

I znów spokój i cisza. Nagle zbaczamy z nurtu i wpływamy w jakąś dziurę między drzewami. Prawdziwy hardcore, manewrujemy między drzewami, konarami i lianami. Miguel wyczaił jakichś skrót. Jesteśmy zachwyceni, dotykamy dżungli, odgarniamy gałęzie i liany, czad.

Nasz hotel (ten z kominkiem :))

Nasz hotel (ten z kominkiem :) )

W końcu dopływamy do jakiejś indiańskiej osady. Trzy domy na palach, bez ścian, przykryte liśćmi bambusa, w dodatku zalane wodą! Wszyscy się nam przypatrują bez żadnego obciachu. Ubieramy gumiaki i wchodzimy wprost do rzeki, skąd na drabinkę i do domu. Domu! Dobre sobie, to nawet nie jest dom. Cztery pale, podłoga z kory, tak, że strach w ogóle po niej chodzić, dach ze słomy i nie ma ścian! Za szafę robi jeden z kątów, a za kuchnię kilka kamieni rozłożonych na tej podłodze!!! W dole biegają sobie świnki, a młodziutka Indianka karmi piersią najspokojniej w świecie niemowlę i przygląda nam się z zaciekawieniem! Tu dziś śpimy, w hamakach! Rewelacja! Prawdziwy hardcore!

Ta dziura obok matki karmiącej to nasza robota (a dokładnie Bartka)

Ta dziura obok matki karmiącej to nasza robota (a dokładnie Bartka)

Rozkładamy się w hamakach. Kurcze jak fajnie, kto by pomyślał, że to takie wygodne. Miguel szykuje nam jedzonko, a my snujemy rozmowy i nie możemy się nadziwić jak można tak żyć. Nie ma tu żadnej opieki lekarskiej, nie ma też wcale starych ludzi, po prostu umierają. Dzieci mają ogromne, wypchane brzuszki z braku białka i właściwej diety. Ludzie wierzą tu tylko w tych swoich szamanów, masakra! A edukacja, zapomnij.

Wchodzą boso do tej wody, w której się myją, do której wlewają pomyje, i do której za przeproszeniem sikają i s**ją! Mamy nadzieje, że jednak jej nie piją!!! Ups, na jakiej wodzie Miguel robi nam to jedzenie?!

Mimo wszystko, ludzie ci nie wyglądają na nieszczęśliwych. Oni by pewnie nie mogli żyć w bloku, otoczeni betonem.

Dobra, koniec tego wylegiwania. Idziemy jeść, bo zaraz zrobi się ciemno i nie będziesz wiedział co jesz. Jest tu już prawie jak na równiku (3 stopień szerokości geograficznej). Momentalnie robi się ciemno i dzień przez cały rok trwa tyle samo godzin, fajnie.

bel8

Miguel okazał się prawdzimym mistrzem kuchni

Jedzenie jest fantastyczne! Kura w warzywach z ryżem, mniam. Zajadamy aż nam się uszy trzęsą nie zastanawiając się prawie wcale w jakich warunkach było to przygotowywane.

Wyruszamy na jungle exploring by night! Jesteśmy tym trochę podnieceni. Mając na uwadze porady z przewodników opatulamy się tak, żeby żadna tarantula nam nie wpadła za kołnierz. To nic, że duszno jak diabli, a nasi przewodnicy idą prawie goli, my jesteśmy przezorni, a najbardziej Bartek. Halo jeszcze repelenty.Wszyscy psikamy się więc z góry na dół tak, że śmierdzimy na kilometr, no ale na pewno żadne moskity nas nie zaatakują, a te przenoszące malarię właśnie latają nocą, więc sami rozumiecie :)

Miguel pakuje nas do łódki i płyniemy gdzieś po nocy. Wysiadamy, zapalamy latarki i wędrujemy tak sobie po nocy gdzieś w dżungli amazońskiej! Łazimy tak z godzinę, a tu nima żadnego źwirza. Śpią czy co? Gdzie te uginające się od papug gałęzie i skaczące przed oczami stada małp! Okazuje się, że dżungla to tak, jak nasz las, żeby zobaczyć jakiegoś źwirza to trzeba na niego po prostu zapolować i sporo się nałazić. Dobra, nie jest tak tragicznie, zaliczamy jedną żabę, jakiegoś konika polnego i kilka włochatych pająków, brr. Pora wracać, jutro też zaliczymy jakiegoś animala.

W naszej wiosce rozkładamy hamaki i moskitiery. Cóż to zaniezwykła konstrukcja! Trzeba tę moskitierę przewlec przez cały hamak i śpi się jak w zawieszonym w powietrzu kokonie. Wygląda to niesamowicie.

Siusiu, kokonek i spać :)

Siusiu, kokonek i spać :)

Pora wypić naszą flaszkę z tubylcami. Rozsiadamy się po ciemku na podłodze bambusowej, tylko uważajcie, nie chodźcie wzdłuż kory, żeby nie zniszczyć im do końca tego domu, Bartek! Dość już jednej dziury! Siedzimy sobie, popijamy delikatnie i rozmawiamy o życiu i śmierci. Dobra idziemy się zapakować w te konstrukcje i poćwiczyć ewentualne wychodzenie w nocy do toalety. Ale kto by w nocy schodził po tej drabinie i do wody żeby się załatwić, przecież równie dobrze można to zrobić przez ścianę nie wychodząc z domu.

Noc. Głucho i ciemno. Nagle zaczyna się potworna burza z piorunami! Deszcz zacina na nasze rzeczy, bo przecież nie ma tu ścian. Trzeba więc zrobić mały remament i przenieść wszystko na środek. Chłopaki z Miguelem się uwijają, a dziewczyny modlą, żeby tylko ta chałupa nie zwaliła się do wody! Chyba nikt już nie śpi tej nocy.

This entry was posted in Ameryka Południowa


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044