• Chiny »
  • Dzień 6, czwartek (03.05.2007) Suzhou
Header

Dzień 6, czwartek (03.05.2007) Suzhou

Wstajemy skoro świt, gdzieś ok.10! Ale co tam mamy cały dzień na ogrody Suzhou więc bez problemu zdążymy. Jedziemy metrem na jakiś dworzec, bo tam podobno jeżdżą autobusy do Suzhou. Okazało się, że owszem odchodzi jeden autobus dziennie, rano! To nic, mamy przecież cały dzień, zdążymy zobaczyć największe atrakcje tego miasta: ogrody wpisane na listę Unesco i klimatyczne kanaliki przecinające stare miasto.

Suzhou - chińska Wenecja

Suzhou – chińska Wenecja

Jedziemy na inny dworzec i próbujemy znaleźć jakiegoś busa. W końcu jakimś cudem jedna pani Chinka chyba nas zrozumiała i prowadzi do wynajętego busa. Bus okazuje się zwykłym autobusem rejsowym, a pani naganiaczką klientów. Jest już około południa, ale co tam zdążymy to przecież niedaleko. Jednak jedziemy i jedziemy, aż wpakowujemy się w jakiś gigantyczny korek. Jest już około 15, ale dzień jest długi, zdążymy.

W końcu dojeżdżamy. Autobus wysadza nas pod dworcem kolejowym, idziemy więc od razu kupić bilety powrotne na pociąg. Miejsca były już tylko na godz. 23, ale to przecież nie problem, ważne, że wrócimy, a tanie jak barszcz. Nieźle przepłaciliśmy pani naganiaczce, ale tłumaczymy sobie, że autobus musi być przecież droższy.

Popularne w Chinach rowery elektryczne

Popularne w Chinach rowery elektryczne

Pod rozkopanym totalnie dworcem atakujemy riksze, ale ceny są zaporowe, więc odchodzimy. Jednak rikszarze nie dają za wygraną i nas gonią. Rikszy jest więcej niż nas i wszyscy chcą nas zabrać, gdzie tylko nam się zamarzy. Ceny już oczywiście duuużo niższe. Po utargowaniu jakiejś rozsądnej kwoty decydujemy się jechać. Pan Chińczyk rozkłada mapę z chińskimi krzaczkami i chyba pyta gdzie chcemy jechać. My, nie mając pojęcia o wyobrażeniu, wskazujemy palcem na środek mapy mniemając, że tam będzie stare miasto z cudnymi, urokliwymi uliczkami poprzecinanymi kanałami. Jazda rikszą jest wariacka!  Goście zapitalają nie patrząc gdzie jadą, wpychają się przed autobusy, jadą pod prąd, wyprawiają cuda, a my siedzimy przerażeni, w ciężkim szoku, kurczowo trzymając się barierek, mając nadzieję, że dojedziemy cali. Niezła dawka adrenaliny.

Dojeżdżamy do jakiegoś tandetnego deptaku dla turystów. Jest to chyba rzeczywiście centrum. Dobra później poszukamy tych kanałów, mamy przecież mnóstwo czasu. Skoro już jesteśmy na tym deptaku to chodźmy coś zjeść. Wchodzimy do pierwszej knajpki. Menu oczywiście same krzaki, ale są obrazki, więc wybieramy ze zdjęć wiszących na ścianach co chcemy zjeść. Jedzonko okazuje się bardzo dobre i bardzo tanie. Najadamy się jak świnki.

Dobra idziemy w końcu zwiedzać, jest po szesnastej, ale co tam przecież zdążymy. Trafiamy na jakąś świątynię, którą za chwilkę zamykają, ale Kuba dezorientuje Chińczyka pokazując mu …nos! i wchodzimy! Czas znaleźć te ogrody, bo być może tak jak świątynia, mogą zostać za chwilę zamknięte, ale nie, ogrodów chyba nie zamykają!? Byliśmy jak się okazało w dużym błędzie.

Oczywiście nikt nie kuma po angielsku, więc łazimy bez sensu szukając ogrodów i kanałów. W końcu udaje nam się trafić pod jeden ogród dokładnie o godz. 17.30 czyli o godzinie zamknięcia!!! No i nie zobaczyliśmy największej atrakcji miasta, dla której tu przyjechaliśmy walcząc cały dzień żeby dojechać. Jesteśmy potwornie rozczarowani. Żeby poprawić sobie humor wykupujemy rejs po kanale.

Rejs po kanale...

Rejs po kanale…

Zaliczymy chociaż jeden kanał, bo innych nie znaleźliśmy. Rejs całkiem przyjemny. Można było zobaczyć tyły domów i np. biegające szczury, a chiński gondolier żeby nam jeszcze umilić rejs śpiewał po chińsku Odę do radości.

Chiński gondolier był przyjazny, ale jego "Oda do radości" koszmarna

Chiński gondolier był przyjazny, ale jego „Oda do radości” koszmarna

Decyzja – wracamy. Bilety pociągowe za 7 yuanów postanawiamy olać i zaczynamy targować busy do Szanghaju. Idzie jednak dość ciężko, więc rezygnujemy i idziemy na dworzec szukać autobusów, ale dogania nas Chińczyk, znów się targujemy, aż w końcu poddajemy się i idziemy za gościem.

Suzhou nocą

Suzhou nocą

Wpakowujemy się w 9 osób do siedmioosobowego busa. Dusimy się w nim ok. 2 godziny, ale za to można było pooglądać karaoke, które Jodas ma tuż przed oczami. Kuba przez cały czas instruował pana jak ma jechać i skutecznie go poganiał wyciągając rękę do przodu i krzycząc pszyuuuuuu.Jesteśmy na miejscu ok. godz 11. Mamy jeszcze siłę, żeby poimprezować i uroczyście odśpiewać hymn wyjazdu. Wszyscy zgodnie stwierdzamy, że trudno do Szanghaju trzeba będzie wrócić, żeby zaliczyć ogrody Suzhou :)

This entry was posted in Chiny


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044