Header

Dzień 6, Czwartek (17.07.2008) – Ysyk-Kul

Budzimy się. Za oknami widok zapierający dech w piersiach! Ogromne jezioro na wys. 1600m n.p.m. 166 km długości i 668 m głębokości, a w tle na całej szerokości potężne pięciotysięczniki, całe ośnieżone! Coś cudownego. Czy jest jeszcze gdzieś na świecie coś tak niezwykłego? Chyba nie.

Poranny widok spowodował u nas chwilowy szczękopad

Poranny widok spowodował u nas chwilowy szczękopad

Autokar zupełnie opustoszał. Wszyscy po drodze wysiedli przy swoich pensjonatach. W końcu i my docieramy na naszego pensjonu Olimp. Oczywiście wiemy, że nie mamy tu wykupionych żadnych wczasów, ale co szkodzi zapytać:)

Pensjonat wygląda makabrycznie. Został zbudowany w 1966r, jak się później dowiedzieliśmy, i od tamtej pory niszczeje. Gdzieniegdzie można dostrzec relikty dawnej świetności. Wydzielone alejki, domki, plaża, wszystko kiedyś bez wątpienia wyglądało wspaniale, ale teraz układa się w jakiś totalnie surrealistyczny obraz. Nikt o to nie dba, nikt nie remontuje, pobielenie alejek niestety nie wystarcza.

Z daleka wygląda to nawet ładnie...

Z daleka wygląda to nawet ładnie…

Idziemy na portiernię. Pani pozwala nam zostawić bagaże. Koniecznie chce nam pokazać piękny domek za 27 dolarów!!! Domek jest oczywiście masakryczny, za co oni chcą tyle kasy! Czujemy, że chcą nas orżnąć, nie damy się.

Idziemy zobaczyć plażę. Plaża byłaby piękna, gdyby nie wystające z piasku jakieś żelazne konstrukcje, które kiedyś były huśtawkami, parasolkami itp. Nie przeszkadzają nam jednak, a wręcz przeciwnie są niezwykle fotogeniczne:) Spotykamy jakiegoś samotnego Kazacha, który tu przyjechał na wczasy. Chytrze wypytujemy go o cenę, ale robimy coraz większe oczy jak się orientujemy, że babki wcale nas nie naciągały za bardzo. Szczerze mu współczujemy, ale on jest chyba zadowolony ze swoich wczasów, dopytuje się tylko, gdzie jest ten wodolot, który miał dziś płynąć, patrzymy na niego z politowaniem. Ale ci Kirgizi robią go w konia, my się tak nie damy.

Z bliska straszą pordzewiałe konstrukcje

Z bliska straszą pordzewiałe konstrukcje

Pora na śniadanie. Idziemy do jakiejś jadłodajni w ośrodku. Zamawiamy pielimieni, blinciki oraz twarożniki. Wszystko jest wyśmienite. Bierzemy dokładki, a twarożniki będą chodzić jeszcze za nami cały wyjazd, ale nigdzie indziej już ich nie dostaniemy. Wspaniałe jedzonko.

Decyzja, jedziemy pozwiedzać. Targujemy z taksówkarzem, który stoi pod ośrodkiem i liczy na to, że nas naciągnie. Chyba trochę mu się udaje, z trudem zbijamy cenę, gość podaje jakieś straszne kwoty! Dobra jedziemy coś pooglądać, zrobić jakieś zakupy no i oczywiście klaty życia. Na bazarze jest spoko, biegając z aparatami wzbudzamy niezłą sensację, a jakiś Kirgiz nagrywa nas nawet na komórkę.

Pobliski bazarek

Pobliski bazarek

Futrzak stwierdza, że on idzie sam, z daleka od nas, bo się nas wstydzi:) Robimy też niezłe klaty na ichniejszym, niezwykle ciekawym cmentarzu.

Cmentarz kirgiski

Cmentarz kirgiski

W drodze powrotnej załatwiamy z taksówkarzem, żeby nas zawiózł w jakieś fajne miejsce w prirodu, bo chcemy spać pod pałatkami. Gość mówi, że spoko i znowu trzeba zbijać cenę. Oszaleć można. Umawiamy się na wieczór i idziemy popływać w tym zadymistym jeziorze.

Usługi turystyczne oferują tu niemal wszyscy

Usługi turystyczne oferują tu niemal wszyscy

Woda jest cudowna, przepiękne widoki na Tien-Shan, wędzone rybki, czegóż nam więcej trzeba. Po jakimś czasie nachodzi nas jakaś pani i koniecznie chce nam zorganizować wycieczkę w góry. Jak oni nas tu wyczaili, znów nas chcą orżnąć, jak nic! No, ale ekskursja brzmi zachęcająco i po naradzie decydujemy się jechać. Mają nas jutro odebrać z naszego miejsca, gdzie będziemy spać w prirodie, pod pałatkami.

Nu jedziemy w prirodu. Przejmuje nas kolejny Kirgiz i prowadzi nad rewelacyjne miejsce nad strumieniem. Ocień zadowoleni rozbijamy nasz obóz, przygotowujemy ognisko, część idzie jeszcze na krótki spacerek w górę rzeki, reszta pilnuje obozu.

Rozbijamy obóz czyli pałatki

Rozbijamy obóz czyli pałatki

No pora rozpocząć imprezę. Jest co opijać, to pierwsza noc Agnieszki pod namiotem! Chłopaki biorą butelki i idą do naszego Kirgiza po wodę na czaj, wracają szybko i opowiadają jak gość patrzył na nich zdziwiony, ale o co chodzi, przecież woda jest w strumieniu. Okazuje się, że oni tu wszyscy korzystają ze strumienia, nie mają innej wody! Dobra spoko, gotujemy wodę w super garnku Ani. Mamy już doświadczenie z Syberii w tej kwestii więc czaj jest zagotowana super fachowo! Rozlewamy ją do kubeczków, ale Agnieszka kategorycznie odmawia:)

Siedzimy sobie szczęśliwi z gitarką, pijemy i śpiewamy.

Ech zapił, zakurił, zaguliał...

Ech zapił, zakurił, zaguliał…

Nagle, patrzymy, a tu idzie do nas Kirgiz z młodym, przystojnym synem parazgawarit niemnożka. Wtem młody Kirgiz przejmuje gitarę i zaczyna śpiewać. Atmosfera jest naprawdę niezwykła. Siedzimy gdzieś w Kirgistanie, w górach, a jacyś przystojniacy nam grają do wódeczki! Wszyscy jesteśmy zauroczeni, a najbardziej Agnieszka:)

This entry was posted in Kazachstan i Kirgistan


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044