• Indie i Nepal »
  • Dzień 6, Piątek 15.01.2010 – Waranasi. Dno Piekła.
Header

Dzień 6, Piątek 15.01.2010 – Waranasi. Dno Piekła.

Budzimy się skoro świt, żeby się zebrać. Każdy opowiada wrażenia z ciężkiej nocy.

Tymczasem jedziemy i jedziemy.

Oglądanie zewnętrznego świata przez kraty dodatkowo pogłębia depresję podróżnych

Oglądanie zewnętrznego świata przez kraty dodatkowo pogłębia depresję podróżnych

Mija godzina, dwie i tak dalej. Nikt się tym jednak zupełnie nie przejmuje. Chodzą Hindusi i krzyczą: chaj, coffee, omelette, ze średnią częstotliwością 3 minuty.

Wszyscy generalnie patrzą się na nas z zainteresowaniem. Za oknami, często fascynujące widoki, jeden szczególnie przykuł naszą uwagę. Tysiące różnokolorowych namiotów i tłumy pielgrzymów kąpiących się w świętej rzece. Nosy mamy przy szybach i strasznie żałujemy, że nie możemy tu wysiąść.

Pielgrzymi w wersji indyjskiej

Pielgrzymi w wersji indyjskiej

Z 7-godzinnym opóźnieniem docieramy do celu podróży!!! Nieźle, w Polsce z powodu kilkogodzinnych opóźnień ogłoszono niemalże klęskę żywiołową, a tu to po prostu norma. Fajnie, nie ma co. Na dworcu załatwiamy bilety do Nepalu, co znów trwa i trwa. Tu po prostu nikt się nie liczy z czasem.

Dobra ruszamy na poszukiwanie hotelu. Atakuje nas tłum rikszarzy. Jakaś masakra. Normalnie biją się między sobą o nas. Jesteśmy przerażeni. Chcemy stamtąd uciec, ale gdzie tam, oni wszyscy za nami. Nie ma co, trzeba z nimi jechać, bo nas nie puszczą. Dobra dojeżdżamy gdzieś, dalej zapitalamy sami na piechotę. Jakiś gość za nami, doskonale wiemy po co. Liczy na kasę od hotelu, do którego idziemy, ale my nie z tych naiwnych, o nie.

Uliczki wąziutkie. Wszędzie syf i brud, krowy, ludzie, ścieki, małpy, smród, kadzidła, przyprawy, kolory. Wszystko się miesza i przenika.

Odnajdujemy wcześniej wybrany hotel. Jest spoko. Trochę targujemy cenę. Jakieś 500 rupi za wszystkich. To wychodzi ok. 6zł za nocleg. Nieźle. Pokoje obskurne, bez okien, ale nie jest źle. Idziemy na dach na jakąś szybką zupkę, bo szkoda czasu, i oczywiście piwko.

Pierwszy rzut oka z góry na Waranasi i Ganges. Fantastyczny klimat. Dachy, ludzie na dachach, mnóstwo latawców, biegające małpy, śmiechy, krzyki.

Na schodach prowadzących do Gangesu ludzie śpią, handlują, modlą się, myją.

Na schodach prowadzących do Gangesu ludzie śpią, handlują, modlą się, myją.

Schodzimy w dół do ghatów, na wieczorną ceremonię ku czci rzeki Ganges. Trafiamy chyba do najbardziej niesamowitego miejsca w Indiach, a mianowicie Manikarnika Ghat,  najstarszego i najświętszego w mieście ghatu, gdzie każdy Hindus pragnie być spopielony, a następnie wrzucony do Gangesu. Patrzymy urzeczeni na płonące stosy pogrzebowe. Dookoła każdego grupka ludzi, wszędzie stosy drewna, w dole święty Ganges. Czujemy jakiś niesamowity mistycyzm tego miejsca.

Stosy pogrzebowe płoną nawet późno w nocy

Stosy pogrzebowe płoną nawet późno w nocy

Otrząsamy się w końcu. Docieramy do głównego ghatu, Dasawamedh Ghat, gdzie ma się odbyć ceremonia. Kolorowy tłum, kapłani, wszystko się zaczyna. Jest to dla nas delikatnie mówiąc niezrozumiałe, ale tak niezwykłe, że coraz szerzej otwieramy oczy z wrażenia. Wszędzie kadzidła, dymy, lampiony, kwiaty rzucane do rzeki, kąpiący się ludzie, jakieś śpiewane mantry. Jakbyśmy byli w innym wymiarze i czasie.

Światła, dymy, kadzidła, mantry. Prawie przeszliśmy na hinduizm

Światła, dymy, kadzidła, mantry. Prawie przeszliśmy na hinduizm

Ilość wrażeń nas niemalże przytłacza. Pora w końcu coś zjeść. Przyjemna kolacja na naszym dachu. Piwko. Strasznie drogie, ale tu oprócz turystów nikt nie pije alkoholu. Wyruszamy na miasto zdeterminowani znaleźć normalny sklep, gdzie kupimy alkohol w normalnej cenie.

Idziemy ciemnymi uliczkami. Straszno, brudno, mijają nas pogrzeby schodzące do ghatów. W końcu docieramy do głównej ulicy. Próbujemy coś znaleźć, ale błądzimy jak we mgle. Zapytani ludzie wysyłają nas w tę i z powrotem, ale nic nawet nie przypomina normalnego sklepu, nie mówiąc już o jakimś alkoholu. Zrezygnowani kupujemy jakieś ciasteczka, każde inne. Wyglądają smakowicie. W hotelu pijemy drogie piwo i wymęczeni wrażeniami idziemy spać.

This entry was posted in Indie i Nepal


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044