Header

Dzień 6, Środa (11.03.2009) – Jungle II

Wstajemy. Dzięki Bogu żyjemy i mamy się dobrze. Niestety deszcz dalej leje. Cóż, pora deszczowa. Nasi Indianie są wyluzowani i tłumaczą, że ten deszcz nazywa się łzy kobiety i będzie długi, że niby baby tak lubią sobie pozawodzić. Każą nam też się wyluzować i robić resting. Robimy więc i czekamy na pyszne śniadanie, które znów nam zaserwuje nasz doskonały przewodnik Miguel. Nie zawiedliśmy się, rzeczywiście jajecznica była pyszna.

Pora się zwijać. Pada trochę mniej. Wyruszamy jeszcze dalej w głąb dżungli, gdzie jak mówi Miguel nie ma już wiosek i będziemy spać w hamakach między drzewami! No co, sami chcieliśmy deep jungle.

Opuszczamy naszą bezpieczną (ha, ha) przystań i płyniemy na spotkanie z czarną panterą :)

Opuszczamy naszą bezpieczną (ha, ha) przystań i płyniemy na spotkanie z czarną panterą :)

Płyniemy sobie spokojnie na bird watching. No są, rzeczywiście są, nie jest to może to co sobie wyobrażaliśmy, że będą nam fruwać przed oczami, naiwni gringos, ale zaliczamy i papugi i tukany i jeszcze całą masę innych fajnych ptaszków.

Nawet ten tukan był widoczny dobrze tylko przez teleobiektyw

Tukany były wporzo, ale widoczne dobrze tylko przez teleobiektyw

Są też różowe delfiny, nie chcą co prawda skakać nad naszą łódką, ale wybaczamy im to. Widzieliśmy też podobno małpy, ale były tak daleko, że widzieli je tylko ci wybrańcy co mieli omamy po malaronie i bardzo w to wierzyli.

Drzewa dziwnie nie uginały się od małp, ani nawet od krzyczących papug

Drzewa dziwnie nie uginały się od małp, ani nawet od krzyczących papug

Zbliża się wieczór. Trzeba się przecież za dnia rozlokować na tych drzewach. Wysiadamy na brzeg i zastanawiamy się jak my tu rozwiesimy tyle hamaków w tej zarośniętej dziczy! Nagle nasi koledzy Indianie, bo Miguel wziął pomocnika, żeby obsłużyć tylu Białasów, chwycili maczety i ciach, ciach patrzymy wiszą wszystkie hamaki. Dobra, ale dziewczyny śpią w środku, na zewnątrz tylko najodważniejsi, co nie boją się być zaatakowani  przez czarną panterę :) .

Dziewczyny mają najlepsze miejscówki :)

Dziewczyny mają najlepsze miejscówki :)

I po co Miguel opowiadał o tej czarnej panterze, która krąży po okolicy i zjada im prosiaki! W dodatku znów chce nas zabrać na Jungle exploring by night. No nie wiem czy wszyscy na pewno o tym marzą.

Póki co czas na kolację. Miguel przechodzi samego siebie! Tym razem pyszna ryba. Po przygotowaniu wszystkich hamaków i moskitier wyruszamy znów w głęboką dżunglę. Tym razem już trochę mniej opatuleni. Miguel znów nas raczy opowieścią jak to szykują się do polowania na czarną panterę, że muszą kupić trochę psów, żeby były na przynętę. Nie, no całkiem fajna opowieść, gdyby nie to, że właśnie łazimy po terenie tej pantery. Chętnie posłuchamy o wyprawie na czarną panterę, ale może w domu, przy kominku.

Dzisiejsza dżungla jest jeszcze bardziej dzika niż wczoraj. Strasznie zarośnięta, nad nami ogromne, straszne i ciemne poskręcane liany. Gasimy na chwilę latarki i jest zupełnie ciemno, drzewa przysłaniają wszystko, czujemy się tacy mali.

Wracamy do naszego obozu. Na szczęście nie natknęliśmy się na żadną panterę. Kończymy rum, rozmawiamy o życiu i o śmierci, a Miguel znów nas raczy jakąś pyszną zupą. Dobra włazimy do naszych hamaków. Ciemno, straszno, zimno, wilgotno, tarantule, pantery jakieś, a do domu tak potwornie daleko. Żeby tylko nie padało!

This entry was posted in Ameryka Południowa


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044