Header

Dzień 7, Piątek (18.07.2008) – W górach Tien-Szan

Budzimy się. Pada, pada, pada. Szybko się zwijamy. Wszystko mokre, namioty, plecaki i my. Podchodzimy do naszego Kirgiza podziękować za gościnę i tak tylko zapytać czy coś się należy, a on 700 somów! No nie, znowu nas orżnęli.

Nasza marszrutka podjeżdża. Ładujemy się do niej szczęśliwi, że nie musimy już moknąć. Pani jest w lekkim szoku, że stoimy i czekamy. Była niemal pewna, że jak pada to zrezygnowaliśmy z wycieczki, i przejdzie jej koło nosa mnoga dienieg.

No ruszamy. Pomału przestaje padać. Nu nam nużna coś pokuszat. Nie ma sprawy. Stajemy przy jakiejś jurcie. Zamawiamy mięcho, czaj i prawie napadamy chłopaszków z sokołami. Zapstrykujemy się na śmierć. Malcziki dzielnie pozują.

Młody Kirgiz z sokołem

Młody Kirgiz z sokołem

Cały czas słychać jak rąbią jakieś kości, domyślamy, że to dla nas zarżnęli biednego barana i teraz go rąbią na części. Jednego możemy być pewni, mięsko będzie świeżutkie:) Widzimy też jak pani podchodzi do strumienia i nabiera całe wiadro wody na czaj dla nas, dokładnie z tego samego strumienia, z którego wczoraj Agnieszka nie chciała pić. Biedna Aga, jeśli będzie się chciała napić czegoś ciepłego, będzie musiała się poddać:)

Siadamy w jurcie, w której jeszcze przed chwilą spała cała rodzinka. Jak zajechaliśmy, gospodarz wszystkich pogonił. Jurta jest super, niby taka mała, ale w środku jest naprawdę sporo miejsca. Rozsiadamy się zadowoleni.

Pani przynosi nam chleb, dżemik z leśnych malin, miód z ichniejszej pasieki i samowar. Wszystko jest wyśmienite. Rzucamy się na jedzenie i czaj. Nawet Agnieszka się przełamuje. Pije zadowolona i jeszcze prosi o dolewkę:)

Przynoszą w końcu mięcho z ziemniaczkami. I tu rozczarowanie. Po tak pysznym wstępie, danie nie smakuje nam tak, jak byśmy tego oczekiwali. Da się zjeść, ale jest trochę dziwne, do tego tłuste, z kośćmi.

Jedzenie było trochę ciężko strawne :(

Jedzenie było trochę ciężko strawne :(

Męczymy się z nim trochę, nie dajemy mu jednak rady. Większość zostawiamy. Widzimy później jak cała rodzinka kirgiska się na nie rzuca!

Płacimy i tu znów rozczarowanie. Znów nas rżną jak chcą! Jedzenie wcale nie było tanie, do tego policzyli nam jeszcze za kierowcę i panią przewodnik! Pomału zaczyna nas to wkurzać.

No dobra, jesteśmy na wakacjach, szybko o tym zapominamy i jedziemy dalej. Pani nam trochę opowiada, pokazuje jakieś zdjęcia, jest sympatycznie. Docieramy do pierwszego jeziora.

mamaFoto.pl na foto polowaniu

mamaFoto.pl na foto polowaniu

Przestało zupełnie padać, a widoczki naprawdę piękne. Do tego niezwykle fotogeniczne stada bydła, owieczki, krówki, jurty, Kirgizi na koniach, niezłe klimaty. Idziemy na urokliwy spacer dookoła jeziora z panią przewodnik.

Widoki jak z obrazka

Widoki jak z obrazka

No, to teraz chcemy podejść na drugie jeziorko. Pani w szoku. Tu turyści przecież nie chodzą po górach! Podjeżdżają wszędzie samochodami! Jesteśmy pierwsi, którzy chcą tam iść na piechotę!!! Tu pieszkom po górach chodzą tylko ludzie, którzy sezonowo zarabiają zbieractwem na życie! Teraz my jesteśmy w szoku. Mają takie piękne góry i nikt po nich chodzi. Turyści są tylko tam, gdzie da się dojechać. Nie ma też oczywiście żadnych szlaków turystycznych, no bo dla kogo?!

Kirgiska księżniczka...

Kirgiska księżniczka…

W związku z tym trochę błądzimy. Pani nie pamięta trasy. Jednak docieramy wkrótce, naprawdę nie jest to daleko. Nie rozumiemy tych Kirgizów, taka fajna trasa na wędrówkę. Maleńkie jeziorko jest czarodziejskie. Siedzimy chwilę i podziwiamy. Chcielibyśmy jeszcze podejść na trzecie jeziorko, ale widząc przerażoną minę pani, odpuszczamy, pewnie nie zna trasy, a robi się późno.

...i jej babcia :)

…i jej babcia :)

Wracamy. Rozmoknięta droga jest niemnożka straszna. Trochę rzuca naszym ziłem.

Droga niemnożka straszna

Droga niemnożka straszna

Po drodze mijamy jurty, orły, sokoły i nie tylko, Kirgizów na koniach, ale i konnych turystów. Szczególnie jedna robi na nas wrażenie, nie możemy się oprzeć pokusie sfotografowania jak jej pokaźna tusza rozlewa się na boki, a ona lekko podchmielona macha do wszystkich butelką piwa i robi snimki.

Turystka na koniu

Turystka na koniu

Jeszcze w górach, pan kierowca zapytany czy uda się nam znaleźć nocleg u ludzi, zaprasza nas do siebie. Jedziemy więc prosto do jego domu. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w sklepie, żeby zrobić zakupy i wymienić pieniądze. Grigoriewka to totalna kirgiska wiocha, niet bankomatów ni kantorów. Nasz kierowca kupuje natomiast mydło i mydelniczkę, ciekawe czy to dla nas?!

Nasza taksówka :)

Nasza taksówka :)

Dojeżdżamy na miejsce. Oddają nam do dyspozycji dwa pokoje. Jesteśmy w prawdziwym muzułmańskim domu. Pokoje są minimalistyczne umeblowanie, dywany na wszystkich ścianach i niski stół przy którym się siada po turecku. Nie ma oczywiście łazienki ani toalety wewnątrz. Myjemy się więc na podwórku nieźle się przy tym bawiąc. Dla nas to folklor, przecież nasze bacie też tak mieszkały!

Robimy kolację, polewamy wódeczkę. Przychodzi pan gospodarz i my razgawarywajem niemnożka. Nie chce jednak się z nami napić, jest muzułmaninem przecież, więc my też delikatnie, żeby go nie urazić. Pan nam opowiada, że nocleg w lepszych pensjonatach nad jeziorem kosztuje od 100 do 400 dolców! A my narzekaliśmy, że Olimp drogi. Generalnie Kirgiz cały czas marudzi jak to oni biednie żyją, że sezon tylko dwa miesiące, a potem nic i podsumowywał co jakiś czas Nu, tak my żywiom.

Nu, tak ani żywut

Nu, tak ani żywut

Idziemy spać. Kończymy już w śpiworach naszą wódeczkę i szczęśliwi, że nie musimy nocować w namiotach na tej burzy, którą słyszymy, zasypiamy.

This entry was posted in Kazachstan i Kirgistan


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044