• Indie i Nepal »
  • Dzień 7, Sobota 16.01.2010 – Świątynie Waranasi
Header

Dzień 7, Sobota 16.01.2010 – Świątynie Waranasi

Ledwo zwlekamy się na poranne zdjęcia. Idziemy na słynne schody robić foty.

Święta rzeka Ganges

Święta rzeka Ganges

Znów Ganges, ghaty, ludzie dokonujący rytualnych kąpieli. Piorą, myją zęby, kąpią się, chlapią, rzucają kwiaty, puszczają lampiony, modlą się, a kawałek dalej załatwiają się i wrzucają niedopalone ciała do świętej rzeki. Trudno nam to wszystko ogarnąć. W ciągu minuty od zachwytu do obrzydzenia.

Ale nie dla wszystkich święta :)

Ale nie dla wszystkich święta :)

Wracamy na śniadanko i ruszamy na miasto. Dzielimy się, bo Futrzaki maja już nas trochę dość, chcą poczuć klimat bez nieustannego czekania aż zrobimy klaty życia.

Na głównej ulicy spotykamy się z Otczykami. Jaki ten świat mały. Dobra razem jedziemy zwiedzać świątynie.

Trzeba znów zdjąć buty, ale niestety nie wolno robić zdjęć. Trudno. Wchodzimy i jesteśmy porażeni. Jest wręcz magicznie. W rzędach siedzą kapłani i odprawiają na głos swoje mantry. Dookoła kolorowi pielgrzymi, kadzidła, dymy, świece. Coś cudownego.

Monkey temple

Monkey temple

Druga świątynia nudna, nowoczesna. Zapitalamy do trzeciej tzw. „Monkey Temple”. Wchodzimy. Pełno małp przechadza się po dziedzicu i całej świątyni. Jesteśmy zachwyceni. Oczywiście znów tłumy pielgrzymów, dymy i kadzidła. Super są te hinduskie świątynie.

Wracamy. Po drodze atakuje Bartka jakiś nawiedzony hindus, łapie go za rękę i dawaj masować. U Bartka miesza się przerażenie z rozkoszą. Wyrywa się w końcu i ucieka. Dezynfekuje później całą rękę:)

Idziemy na dach w jakimś super wypasionym hotelu. Pijemy kawkę, ale na obiadek wracamy do naszej sporo tańszej knajpki z widokiem na dymy unoszące się z ghatu śmierci, jak go nazwaliśmy.

Widok na Ganges z wypasionego hotelu

Widok na Ganges z wypasionego hotelu

Po obiadku idziemy twardo szukać alkoholu. Znów jednak błądzimy jak we mgle, ciągle nas kierują w inne miejsce, podają zupełnie różne kierunki. Po długich poszukiwaniach musimy się w końcu poddać.

Teraz celem stają się jedwabne szale, które również niełatwo było nam znaleźć, jednak te poszukiwania kończą się sukcesem.

Dobra, to teraz idziemy kupić sari. Tyle tego jest że nie możemy się zdecydować. Jesteśmy coraz bardziej wybredne. Mierzymy, wybieramy, przebieramy, marudzimy. W końcu po kilku godzinach targów, szukania i czekania, na ciągle gdzieś biegającego pana,  udaje się wybrać dwa sari. Jesteśmy wykończone tymi zakupami.

W hotelu mamy w końcu siłę trochę pośpiewać. Troszkę więc śpiewamy i troszkę pijemy drogie piwo.

This entry was posted in Indie i Nepal


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044