Header

Dzień 8, Sobota (19.07.2008) – Biszkek, powrót do Kazachstanu

Rano Bartek z przejęciem opowiada nam swój sen: Przyszedł pan gospodarz z ziomalami ze wsi – muzułmanami i postanowili nas pozarzynać! A wszystko szło life w telewizji Al-Jazeera!!! Przyjemny sen, nie ma co.

Jesteśmy gotowi na 7 rano, ale pani przynosi jeszcze czaj i chleb z miodzikiem, pychotka.

Poranne klimaty Grigoriewki

Poranne klimaty Grigoriewki

Wsiadamy do załatwionego wczoraj busika, a oni znów kombinują jak by nas tu orżnąć. Wymyślili, żeby płacić za plecaki! No nie, naprawdę są nieźli, ale my nie dajemy się tak łatwo, pomału nabieramy doświadczenia!

Jedziemy do stolicy Kirgistanu, Biszkeku. Po drodze zmieniają się widoki, jezioro, góry, babuszki z rybami, dziwnymi owocami itp.

W Kirgistanie nawet bankowe depozyty kojarzą się z jurtami

W Kirgistanie nawet bankowe depozyty kojarzą się z jurtami

Wysiadamy na żelaznodarożnym wagzale i tu klops. Pociąg jest za godzinę, albo… za 3 dni! A co z Biszkekiem, chcemy po nim niemnożka poguliat, skoro już tu jesteśmy. Oczywiście od razu doskakują do nas taksiarze chętni nam „pomóc”. Decydujemy się jechać na dworzec autobusowy i poszukać autobusu do Kazachstanu nad Bałchasz, drugie co do wielkości jezioro w Azji, w dodatku niezwykle ciekawe, na pół słone i na pół słodkie!

Lokalne piękności

Lokalne piękności

Docieramy do dworca. A tu znów nas atakują taksiarze, ale na nasze hasło Bałchasz, robią wielkie oczy i machają ręką, po co wy nad Bałchasz, ja zawiozę was nad Ysyk-Kul. Idziemy szukać autobusów. Nic tam nie jeździ, ale my twardo się nie dajemy. Targujemy z busiarzami. Z wielkim trudem się dogadujemy co do ceny, oczywiście znów horrendalnej. Na dworcu spotykamy też grupkę Polaków z Krakowa. Wymieniamy się spostrzeżeniami i wrażeniami. Miło tak spotkać podobnych wariatów do nas.

Oddajemy bagaże do kamery chranienia, którą rządzi herszt baba. Do środka może wejść tylko jedna osoba i to mężczyzna, bo przecież kobiety nie będą dźwigać tobołów. Siadamy w końcu na piwko pod dworcem i przeprowadzamy oczyszczającą rozmowę. Przez te kilka dni nazbierało się wszystkim trochę i trzeba przełamać lekki kryzys:) Rozmowa wszystkim dobrze robi, zwłaszcza, że piwko pomaga. Zadowoleni ruszamy zwiedzać stolicę Kirgistanu.

Biszkek. Zmiana warty pod Pomnikiem Wolności

Biszkek. Zmiana warty pod Pomnikiem Wolności

Pierwszym punktem zwiedzania jest super knajpka, gdzie siedzi się po turecku. Nie będziemy przecież zwiedzać głodni:) Zamawiamy szaszłyki baranie i piwo, a tu piwa niet. No trudno, rozumiemy, że knajpa muzułmańska, ale żeby nie było kawy, to tego już nie pojmujemy. Jest za to super wygodnie, rozkładamy się i spędzamy tam sporo czasu, za co jak się później okazało trzeba dodatkowo zapłacić. Druga godzina na tych wypasionych łóżkach była ekstra płatna. Czyżby Kirgizi znów nas orżnęli?!

W kirgiskiej knajpie siedzi się na stole (ale bez butów)

W kirgiskiej knajpie siedzi się na stole (ale bez butów)

Idziemy do centrum. Robi się co raz przyjemniej, ładne budynki, czyste ulice. Podoba nam się Biszkek. Obowiązkowo robimy jeszcze zdjęcie przy Leninie i niemal pędem wracamy, żeby zdążyć na dwudziestą.

Tym razem Lenin wskazuje nam kierunek dalszej drogi :)

Tym razem Lenin wskazuje nam kierunek dalszej drogi :)

Wsiadamy do zamówionego super busa! Pan włącza nam film, otwieramy wódeczkę, paszcze nam się uśmiechają. Jest git, jedziemy nad Bałchasz.

Granica. Opuszczamy Kirgizję. Byłoby nam tu super, gdyby nie to, że Kirgizi rżneli nas na każdym kroku! Kto nas chciał to miał:) To smutne, ale nie spotkaliśmy Kirgiza, który by nam chciał pomóc bezinteresownie.

Zbliżamy się pomału do celu podróży. Trzecia w nocy. Na stepie jakiś korek tirów, wszystkie pełne arbuzów, skąd one tutaj!? Tu już gdzieś jest Bałchasz, ale po ciemku oczywiście nic nie widać.

Zjeżdżamy w tumanie kurzu w step, szukać jeziora. Dojeżdżamy do jakichś torów. Chłopy wysiadają i idą szukać. Przechodzą przez jakieś druciane płoty, a tam pustynia, nigdzie nie widać jeziora, nic nie widać. Ciemno jak w d… Wracają. Decyzja, wjeżdżamy do wiochy Cziganak i tam na pewno będzie dojazd do Bałchasza.

Szukamy zjazdu, kilka razy się gubimy. W końcu znajdujemy jakąś drogę w step. Wioska wygląda strasznie, ciemno, psy szczekają, jakaś jedna bidna lampa, jakiś przemykający pijaczek, przyjemnie nie ma co.

Przejeżdżamy wioskę i wjeżdżamy na jakąś górkę. Chłopaki znów idą na zwiady. Dotarli tylko do jakiegoś cmentarza, dookoła pustynia. W końcu decyzja, zostajemy i tu się rozbijamy, a co tam! Jest już późno, wszyscy są przecież zmęczeni i trzeba się trochę przespać. Jutro znajdziemy jezioro. Na to Agnieszka wpada niemal w histerię! „Ludzie zastanówcie się, pozabijają nas tu, Justyna mówiła, żeby uważać na tych ludzi, opamiętajcie się” itd. Nikt jednak nie bierze na serio jej przerażenia.

Opuszczamy naszą przystań – bezpiecznego busika i ruszamy w niegościnną noc, po pustyni. Pan kierowca stoi jeszcze chwilę i przerażony patrzy jak się oddalamy.

Dobra idziemy trochę dalej od wioski, żeby nie rzucać się rano w oczy. Zapitalamy po jakimś wyschniętym bagnie, zaczynamy czuć wilgoć. Tu na pewno musi być jezioro. Po chwili podłoże robi się co raz miększe i ugina się pod naciskiem. Dobra stajemy bo zaraz wpadniemy w jakieś bagno. Nie ma co dalej łazić.

Miejsce naszego noclegu (na drugi dzień rano). Przed nami bagna Bałchaszu, za nami cmentarz.

Miejsce naszego noclegu (na drugi dzień rano). Przed nami bagna Bałchaszu, za nami cmentarz.

Rozbijamy się i ładujemy wymordowani do śpiworów, a na to Agnieszka: „Z takimi brudnymi nogami kładziesz się do śpiwora?”, „No, a co mam zrobić?”, A: „No nie wiem, może umyć chusteczkami?” :)

This entry was posted in Kazachstan i Kirgistan


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044