Header

Dzień 9, Niedziela (20.07.2008) – Bałchasz

Budzi nas sauna w namiotach. Nie da się dłużej wytrzymać. Wychodzimy więc. Na zewnątrz jeszcze gorzej! Prawdziwy żar i ani skrawka cienia. Dookoła pustynia. Nie mamy wody, cali się lepimy, składamy namioty ruszając się jak muchy w smole, skwar nas totalnie osłabia. Nie ma co, trzeba uciekać czym prędzej i szukać cywilizacji, czyt. wody, wody, wody!

W poszukiwaniu cywilizacji

W poszukiwaniu cywilizacji

Wędrujemy po pustyni, mijamy cmentarz i docieramy w końcu do wioski. Wioska Cziganak jest jak wymarła. Przemykające pojedyncze jednostki, przyglądają nam się z niekrytym zaciekawieniem. No cóż, rzeczywiście musimy dziwnie wyglądać. Jakaś banda z plecakami wychodząca od strony pustyni!

Cziganacki transport mleka

Cziganacki transport mleka

Namierzamy jakiś sklep. Uratowani, jest woda! Agnieszka oddycha z ulgą, nie umrzemy z pragnienia. W sklepie śnięta pani, niemal puste półki, kolorowe napoje gazowane wszelakiej maści i suknia balowa! Po co komu tu na pustyni suknia balowa?!

Miejscowa młodzież

Miejscowa młodzież

Docieramy do dworca. Jedno małe pomieszczenie i maleńka dziura wykuta w grubej na metr ścianie. To musi być kasa. Zaglądamy, rzeczywiście siedzi w dziurze jakaś pani. Pojezd jest dopiero wieczorem.

Dworzec kolejowy

Dworzec kolejowy

Decydujemy, że będziemy szukać maszynoj, a tymczasem pójdziemy na wiochę poguliat niemnożka.

Znajduje się nawet kamera chranienia u pani kasjerki. Dowiadujemy się też, że obok jest bar! Rewelacja, patrzymy jakieś obdrapane drzwi, to chyba to. Wchodzimy, oczom naszym ukazują się trzy stoły, obdrapane krzesła i ławka oraz stary barek z półkami, na których nic nie ma. Przy jednym ze stołów siedzą jacyś tubylcy i coś kuszają. Oczywiście nie mogą od nas oderwać oczu.

Jedyna knajpa w promieniu 200 km

Jedyna knajpa w promieniu 200 km

Nawiązuje się rozmowa. Wypytują nas o wszystko, strasznie się dziwią, że niemal połowa z nas nosi okulary i kiwają z ubolewaniem nad słabymi oczami białych, ale najbardziej ich interesuje nasz stan cywilny. Jak się dowiadują, że Agnieszka jest wolna, od razu znajdują jej chłopaka, który ją zawiezie motorem nad jeziorko:) Nie wiedzieć czemu Aga nie skorzystała.

Zamawiamy pielimieni, które specjalnie dla nas pani gotuje, kawkę, herbatkę i zimne piwo. Jeszcze nigdy nic nam tak nie smakowało jak to zimne piwko po nocy spędzonej na pustyni. Za wszystko razem płacimy jakieś 40 zł. No, w końcu normalne ceny. Dobrze jest wrócić do Kazachstanu, prawie jak w domu.

Cziganak. W samo południe

Cziganak. W samo południe

Idziemy robić klaty życia. Wioska jest niezwykła, jakby zapomniana przez ludzi i Boga. Jak ktoś chce przeżyć prawdziwe ekstremum to powinien tu przyjechać i poczuć klimat tej beznadziei. Ludzie utrzymują się jedynie z kolei, no bo co tu innego jest na tej pustyni. Pod względem fotograficznym natomiast wioska jest fantastyczna, właśnie takich miejsc szukamy! Zapstrykujemy się na śmierć.

Widok na Bałchasz

Widok na Bałchasz

Pora pomyśleć o transporcie, aby ruszyć dalej. Idziemy w niemal czterdziestostopniowym upale po drodze do szlabanu, gdzie mamy nadzieję coś złapać. Dzielimy się na podgrupki gdyby trzeba było się rozstać, ale jak się okazało nie było to konieczne.

Szlabany w Kazachstanie oddzielają wszystko: miasto od opłotków, drogę od bezdroża, krowę od wielbłąda :)

Szlabany w Kazachstanie oddzielają wszystko: miasto od opłotków, drogę od bezdroża, krowę od wielbłąda :)

Strażnicy przy szlabanie nam pomagają zatrzymując dla nas potencjalny transport, ale jest ciężko. Po około półtorej godzinie jedzie jakiś autobus, nie wypełniony do ostatniego miejsca jak dotychczas. Pani chce tylko 300 tengów od osoby i jeszcze pyta niepewnie czy za tyle pojedziemy. To jest coś ok. dziesięć razy taniej niż liczyli nam Kirgizi! No pewnie, że jedziemy.

Wsiadamy szczęśliwi. W autobusie niemal sami faceci, rozebrani do pasa, a obok każdego leży butelka wody i arbuz. Robią nam miejsce przyglądając się z zaciekawieniem oczywiście. Ze skrajności w skrajność! To właśnie uroki naszej zwariowanej włóczęgi. Przed chwilą staliśmy na pustyni, brudni, spoceni, bez perspektyw, a teraz mamy transport, nie trzeba nieść plecaków, a w perspektywie kąpiel w jeziorku i nocleg u chłopa! Czegóż chcieć więcej od życia.

Nagle autobus zjeżdża w stronę jeziora. Wszyscy wysiadają, rozbierają się i wskakują do wody! Panie też, w bieliźnie, w zatoczce obok zażywają kąpieli. Niezły widok. Na nasze pytanie Kagda my pojdom, kierowca odpowiada Jak się wszyscy wykąpią. Fakt, w autobusie powietrze nie było zbyt świeże:)

Full wypas na wysypisku śmieci

Full wypas na wysypisku śmieci

Wysiadamy w Saryjszagan, gdzie ma być przystań, dojście do jeziora i w ogóle super. Patrzymy jest jakaś gastinica. Kurcze, kusi nas prysznic i nocleg na prawdziwym łóżku. Cena okazuje się przystępna. Zostajemy, odrobina luksusu też jest człowiekowi potrzebna od czasu do czasu. Co prawda sprężyny w łóżkach są trochę sfatygowane, ale jest kuchnia i prysznic z ciepłą wodą! Wszyscy się pucują do czysta. Nie wiadomo, czy jeszcze się nam to przydarzy na wyjeździe:)

Idziemy na spacer do wiochy. Klimaty niezwykle. Klata na klacie! Docieramy do jeziora. Zapadający zmierzch dodaje jeszcze uroku i tak już niezwykle klimatycznemu miejscu.

Koniaczek nad jeziorem

Koniaczek nad jeziorem

Rozkładamy się nad jeziorem. Kąpiemy się i kontemplujemy, a Astronom zawiera znajomości z Kazaszkami, pije z nimi koniak, śpiewają hymn kazachski i umawiają nam na jutro rejs łódką po jeziorku, podczas którego będziemy oglądać pelikany!!! Z tym rejsem wierzymy mu na słowo, gdzie w tej dziurze rejsy po jeziorze, Astronom się niemal obraża.

Szczęśliwi wracamy do gastinicy i kończymy cudownie rozpoczęty wieczór w tradycyjny sposób. Troszkę pijemy, troszkę gramy i troszkę śpiewamy.

This entry was posted in Kazachstan i Kirgistan


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/bartez09/public_html/syberia.m2.x25.pl/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1044